A wszystko przez klejka lepkiego
Niedawno odwiedziłam stanowisko moich gwiazdoszy potrójnych, te piękne grzybki pokazałam w grzybowisku. Było to w poniedziałek, a w piątek rano tego samego tygodnia zaczęłam intensywnie poszukiwać swojego statywu …. Tydzień ten mijał nam pod znakiem malowania w jednym z pokoi i inne pomieszczenia mieszkania były tak specjalnie sprytnie pozaklejane, żeby się w nich nie kurzyło. Ale w piątek rano, wiedząc o tym, że nocuję u koleżanki, z którą na całodzienną wycieczkę w sobotę pojadę, zaczęłam usilnie poszukiwać statywu, wszak chciałam go zabrać z sobą
Tymczasem stopniowo zaczęło okazywać się, że tego statywu w domu ….. nie ma :-/ Co się stało, zaczęłam wysilać pamięć, otwierając po kolei wszystkie pozaklejane pomieszczenia, by w nich sprawdzać jeszcze raz i jeszcze raz, czy tam nie leży ten statyw … Niemal od strychu po piwnicę dom przeszukałam i nic … I nagle … olśnienie! Przecież mogłam go zostawić w poniedziałek w lesie! Szybkie zastanowienie i coraz bardziej pewna, że tak naprawdę mogło być podjęłam karkołomną, ale jedyną słuszną na ten moment decyzję. Postanowiłam pojechać do tego lasu po statyw.
Wyobraźcie sobie dalszy ciąg wydarzeń, uszykowałam się błyskawicznie, wyruszyłam w drogę, pokonałam kilkanaście km w przeciwną stronę niż do pracy, bo taki był kierunek miejsca z poniedziałkowymi gwiazdoszami, dotarłam do lasu, podeszłam do stanowiska gwiazdoszy – statywu nie było, podeszłam kawałek dalej – statyw BYŁ! Leżał na ściółce w miejscu, gdzie go pozostawiłam!
Dlaczego tam został? Gdy od gwiazdoszy wracałam do samochodu, ujrzałam wśród liści ściółki dwa ładne, dotąd nieznane mi grzybki. Statyw odłożyłam na ściółkę, przyjrzałam się grzybkom, sfotografowałam je, zabrałam i … poszłam … bez statywu
We wtorek wyszukałam je w atlasie, rozpoznałam jako klejka lepkiego, który rośnie w mikoryzie, wyłącznie pod sosnami, zrobiłam grzybkom zdjęcia studyjne i cały czas zadowolona byłam z poznania nowego dla mnie, choć pospolitego gatunku. Aż do piątku rano, gdy zaczęłam szukać statywu …
Jak wyglądał dalej piątkowy poranek? Dotarłam do pracy z jedynie 8-minutowym spóźnieniem, a potem, gdy wykonałam wszystkie najpilniejsze poranne czynności, usiadłam i porozmyślałam sobie nad moim roztargnieniem ….







































