Białe godziny i białe grzybki :-)

Tytuł „Białe godziny” to parafraza „Zielonych godzin”, które bardzo przypadły mi do gustu 🙂 Podobnie jak autor bloga Zielone godziny ja też uwielbiam swoje leśne godziny, które  od wiosny do lata z pewnością są zielone, a zimą mogą być białe, cudownie białe, tak jak wczoraj 🙂

Opisałam uszaczka po raz pierwsze znalezionego w Pięknym Lesie. Zarówno tego uszaczka, jak i pewną powłocznicę znalazłam niespodzianie przez to, że zwróciłam uwagę na miejsce, które dotąd było dla mnie ukryte, a wczoraj w zimowo-biało-bezlistnym otoczeniu otwarło się dla mnie z całym swoim bogactwem. Szłam jak zazwyczaj tamtą ścieżką, ale z daleka dojrzałam leżącą potężną kłodę.  Jako, że martwe drewno jest szczególnie ciekawe i wcale nie jest „martwe” podeszłam do kłody. Wówczas zauważyłam powaloną topolę, a na niej cały sejmik grzybkowy. Uszaczek kosmaty wiódł prym, a dolne powierzchnie pnia topolowego porastało coś białego.  Jeszcze nie widziałam takiej białej powłocznicy. Zdjęcia, chwila namysłu, w domu weryfikacja z zasobami atlasów grzybowych i chyba wiem, co znalazłam – powłocznicę osikową – jest to gatunek rzadko notowany, po 200 r. notowany na Lubelszczyźnie, w Górach Świętokrzyskich, w Białowieży i w Bieszczadach. Jest również kilka nie publikowanych jeszcze  notowań z innego rejonu kraju. I prawdopodobnie takiego właśnie grzybka ja znalazłam wczoraj w Pięknym Lesie 🙂 😮 😛

Grzybek tworzy niepozorną białą powłokę na korze uschniętych  topoli, ale niech nas nie zmyli ten jego niepozorny wygląd, a czemu to już opisałam powyżej. Moją relację fotograficzną rozpoczyna zdjęcie kłody, która jako pierwsza przyciągnęła moją uwagę, a okazała się potężną kłodą brzozową.

kłoda Betula sp. od której wszystko się zaczęło 🙂

powalona Populus sp. z menażerią grzybkową 🙂

spojrzenie od dołu na powaloną topolę

Sporo Peniophora polygonia na niej 🙂

Peniophora polygonia

Wszystkim moim zabiegom, dreptaniu wokół topoli, oglądaniu jej z wierzchu i od spodu, fotografowaniu „przyglądały się” z góry uszaczki kosmate (fotka 1) i ….. zimówki aksamitnotrzonowe  (fotka 2) posadowione wysoko, jeszcze wyżej niż uszaczki 🙂

fotka 1 – wysoko nade mną uszaczki kosmate

fotka 2 – jeszcze nieco wyżej  zimówka aksamitnotrzonowa

Na ten czas zrobiła się śliczna pogoda, błękit nieba widoczny na końcowych zdjęciach, śliczna chwila spełniania kolejnych grzybo-marzeń grzybo-fisia 🙂

***

Post scriptum

Zwróćcie, proszę,  uwagę na motto, jakim autor Zielonych godzin opatrzył swojego bloga, jest to  myśl znakomitego polskiego botanika Władysława Szafera „Ten szanuje przyrodę, kto ją pozna”

Jakżeż trafna ta myśl ….. 🙂

Reklamy

Uszaczki na gałęziach :-)

Nie są to ptaki, np. jakiś nowy gatunek sowy 😉 ….. Nie są to nietoperze 😉 …..  Są to ….. oczywiście grzybki 🙂

Nazwę rodzajową uszaczka kosmatego pozwoliłam sobie zamieścić w tytule w licznie mnogiej, bo w przeciwieństwie do zeszłorocznego, pierwszego mojego z uszaczkiem – jednym grzybkiem – spotkania, dziś spotkałam ich mnogo, sporo owocniczków 🙂

Spotkany w zeszłym roku uszaczek wyrósł na opadłej gałązce wierzby, tegoroczny na gałęziach i gałązkach przewróconej topoli 🙂 To oznacza, że już „zaliczyłam” uszaczka na obu jego żywicielach. Podobny grzybek spotkany na drewnie dębu labo sosny to byłby już inny gatunek, inny uszaczek. Jakiś czas temu śp. Profesor Wojewoda opisał pierwszego znalezionego w Polsce  uszaczka na drewnie sosny. Zalinkuję ten artykuł, ale przy czasie, dziś tylko jeszcze wstawię zdjęcia moich uszaczków kosmatych. Słowa też mi się specjalnie nie układają dziś wieczór, zdrowe zmęczenie po kilku godzinach leśnej wędrówki ogarnia przemożne, więc tylko słów kilka, zdjęć kilka i w kimonko udam się, o 4:20 pobudka będzie, czas spać  🙂

Auriculariopsis ampla na gałęzi topoli

Auriculariopsis ampla na gałęzi topoli

Auriculariopsis ampla na gałęzi topoli

Wciąż czymś nowym zaskakuje mnie ten Las 🙂

Dzikie życie …. i czy jest możliwa integracja antropocentryzmu z biocentryzmem?

Kończy się styczeń, jeśli ktoś chce otrzymywać do domu czasopisma przyrodnicze, to najwyższy czas podjąć decyzję, wpłacić pieniążki i pozamawiać prenumeraty 🙂 W zasadzie można taką prenumeratę zamówić zawsze, również w ciągu roku,  można też zakupić roczniki lub wybrane numery pism 🙂 Ale doświadczenie uczy, że jak coś się odkłada, to niekiedy się o tym zapomina …..

Niedawno polecałam pismo Natura Przyroda Warmii i Mazur. To pismo jest bezpłatne, częściowo dostępne w internecie, a można je otrzymać zwracając się do Wydawnictwa.

Jakiś czas temu wymieniłam całą listę innych jeszcze czasopism przyrodniczych,  na które warto zwrócić uwagę, teraz powtórzę zaznaczając, że to tylko część czasopism, mój wybór podyktowany moimi zainteresowaniami i dotychczasową wiedzą 🙂

– Salamandra – wydawane raz na pół roku pismo Poznańskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody Salamandra,
– Dzikie Życie – miesięcznik wydawany przez Pracownię na rzecz Wszystkich Istot,
– Przegląd Przyrodniczy – kwartalnik wydawany przez  Klub Przyrodników,
– Chrońmy Przyrodę Ojczystą – miesięcznik Państwowej Rady Ochrony Przyrody,
– Przyroda Polska – miesięcznik wydawany przez Ligi Ochrony Przyrody,
– Wszechświat – kwartalnik Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Mikołaja Kopernika,
– także pismo leśników Echa Leśne (miesięcznik), by poznawać punkt widzenia leśników.

Dziś chciałabym szczególnie zarekomendować pismo „Dzikie Życie” wydawane przez Pracownię na Rzecz Wszystkich Istot. Jak piszą Wydawcy pisma:

„Dzikie Życie jest jedynym w Polsce pismem, które odważnie, dociekliwie i bez pardonu opisuje problemy niszczenia i ochrony przyrody. Krytykujemy konformizm urzędników państwowych, chciwość sektora biznesowego, marazm i apatyczność tzw. ruchu ekologicznego, które są przyczynami postępującego niszczenia najcenniejszych miejsc przyrodniczych.

Podejmujemy kontrowersyjne sprawy, których unikają inne media ekologiczne. Gwarantujemy najświeższe informacje, trudne tematy, skuteczne działania. Mamy własne zdanie.”

W październikowym numerze z 2010 roku z wielkim zainteresowaniem przeczytałam artykuł Ryszarda Kulika zatytułowany „Czy jest możliwa integracja antropocentryzmu z biocentryzmem?” Bardzo ciekawy artykuł, a odpowiedź zaskakująca. Postawiona teza jest analizowana m.in. na przykładzie kolejki linowej na Kasprowy Wierch. Artykuł ten nie jest dostępny w internecie, można go przeczytać jedynie w wersji papierowej pisma. Ja serdecznie polecam zarówno czytanie pisma „Dzikie Życie”, jak i przeczytanie tego konkretnego artykułu. Dzięki takiej lekturze można zyskać wiele, wliczając w to wiedzę przyrodniczą, ochroniarską, jak i pojęcie czym jest tzw. głęboka ekologia i że tak naprawdę czyniąc dobrze dla przyrody, czynimy jednocześnie dobrze dla nas – ludzi … 🙂

*****

Post scriptum 1

Posiadając wiedzę i erudycję przyrodniczą możemy przeciwstawić się takim opiniom, jakimi raz po raz szermują znane postaci, próbujące kształtować opinię ludzi w  taki sposób, jak to ostatnio uczynił red. Durczok w swoim felietoniku http://www.polskatimes.pl/komentarze/362101,polskie-gory-tona-w-zalewie-ekoszachrajstwa,id,t.html?cookie=1

Panie Durczok, wstydź się pan!

 

Post scriptum 2

W Tygodniku Powszechnym ukazała się bardzo trafna odpowiedź na pana-Durczokowe impertynencje

Michał Olszewski do Kamila Durczoka

Panie Michale, dziękuję!

A Gościom grzybowiska serdecznie polecam przeczytanie odpowiedzi Pana Michała Olszewskiego

🙂

Petycja dla Ojcowa

Bardzo ważne !

W otulinie Ojcowskiego Parku Narodowego, w bezpośrednim sąsiedztwie zamku w Pieskowej Skale, planowana jest budowa kompleksu hoteli.

Perełka przyrodniczo-krajobrazowa jaką jest Ojcowski Park Narodowy nie zasługuje na takie traktowanie prowadzące wprost do jego niszczenia.

Poprzyjmy stanowisko Dyrektora Ojcowskiego Parku Narodowego oraz Rady Naukowej Parku która negatywnie zaopiniowała planowaną inwestycję na wzgórzu Parnas.

Petycja w sprawie Ojcowa znajduje się pod linkiem:

Protest przeciwko zabudowie wzgórza Parnas w Pieskowej Skale

http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=6446

Mój podpis już tam widnieje.

Zachęcam do podpisywania i rozsyłania dalej wiadomości o planach budowy w otulinie Ojcowskiego Parku Narodowego i możliwościach protestu.

Pozdrawiam

Biegun ciepła, albo „brzydkie kaczątka” ;-)

Pierwsze zdjęcie obrazuje doskonale okoliczności wycieczki odbywanej w pełni lata, w lipcowym ciepełku, niemal upale, który jednak otaczający mnie las cieniem drzew koił na tyle, że miałam pełen komfort cudnego letniego spaceru …. Tak cudnie było w tym lesie, że żadna siła nie mogłaby spowodować, bym zrezygnowała ze spaceru i dzień spędziła inaczej. Zielone godziny w lesie mijały powoli…. Niedługo po południu dotarłam nad śródleśne jeziorko, które tym razem zauroczyło mnie widokiem ptactwa wodnego całymi rodzinkami po tym jeziorze pływającego 🙂 Poświęciłam dłuższą chwilę obserwacjom z daleka, ale z braku lornetki lepszym sposobem obserwacji było utrwalenie ptaków na karcie XD, co też uczyniłam korzystając ze statywu i maksymalnego zoomu 🙂 Pomimo odległości widziałam, że mam do czynienia z łabędzią rodzinką, spojrzenie na zdjęcia umożliwiło mi policzenie „brzydkich kaczątek” – łabędziego przychówku, tym razem szczęśliwie przez łabędzich rodziców wychowywanych, nie jak u Hansa Christiana, gdzie brzydkie kaczątko wiele musiało wycierpieć, nim w obcym otoczeniu wyrosło na pięknego łabędzia ….. Chyba dnia pewnego wezmę z sobą w codzienną podróż Baśnie Andersena, by przypomnieć sobie tę smutną, ale tak szczęśliwie zakończoną piękną baśń o brzydkim kaczątku 🙂

*** Pisklęta łabędzi tak naprawdę są piękne, różnią się jedynie wyglądem od swoich rodziców, jak wszystkie ptasie pisklęta. Andersen na przykładzie łabędziego pisklęcia jakże pięknie uczy, by nie oceniać innych wyłącznie po wyglądzie zewnętrznym, ubiorze czy zamożności, ale dać im szansę na to by mogli stać się szczęśliwi i wartościowi. ***

śródleśne jeziorko w pełni lipcowego dnia

rodzinka łabędzi ze sporą gromadką swoich "brzydkich kaczątek"

przez chwilę zostałam kompletnie zignorowana przez ptaki, oglądałam głównie ich tylne części ciała 😉

po pewnym czasie łabędzia rodzinka zaczęła odpływać z pola mojego widzenia

Prócz tych łabędzi były tam jeszcze inne ptaki, ale nawet zdjęcia wykonane na maksymalnym zoomie nie do końca pozwalają mi rozpoznać pozostałe towarzystwo. Prawdopodobnie były tam także łyski i całkiem możliwe, że gęsi gęgawy. Chcę kiedyś poznać bliżej ptactwo – letnich mieszkańców tego jeziorka 🙂

Biegun zimna, albo „hubka dla krzesiwa” ;-)

Zdjęcia początkowe nie pozostawiają złudzeń co do okoliczności wycieczki, istotnie była to wycieczka w zawiei i zamieci, którą by odbyć musiałam pokonać ryzyko przejazdu przez nawiane z pól na drogi zaspy śniegu …. Jednak nieodparcie ciągnęło mnie do lasu i przeszkody jakie napotykałam po drodze nie zdołały spowodować, bym zawróciła w ciepłe domowe pielesze …. Spacer leśny odbył się, a pod koniec spaceru spotkałam na przydrożnej wierzbie dorodnego czyrenia ogniowego 🙂 Jakiś czas potem przeczytałam gdzieś w necie, że ogniowym zwany on jest dlatego, że wysuszony służył rozniecaniu ognia wespół z krzesiwem, jako hubka 🙂 Hans Christian Andersen poświęcił  krzesiwu jedną ze swoich baśni. Chyba dnia pewnego wezmę z sobą w codzienną podróż Baśnie Andersena, by przypomnieć sobie, jak to z tym krzesiwem było 🙂

*** Hmm, Andersen w ręce żołnierza włożył nie hubkę, a ogarek, by żołnierz krzesiwem ognia krzesał. Nieco to pokrzyżowało ambitną koncepcję mojej opowiastki o hubce i krzesiwie 😦 Jednak faktem jest, że hubka krzesaniu ognia też służyła, więc jednak wpis ten pozostawię taki, jaki jest 🙂 ***

trawy na skraju lasu przysypywane świeżym śniegiem

na skraju lasu ślady moich stóp na śniegu

płatków śniegu nie widać, ale to przymglenie to właśnie przez padający śnieg

połać pól z lasem na horyzoncie i śnieg, śnieg, śnieg ….

Phellinus igniarius – nawierzbowa huba, materiał na hubkę 🙂

Nie tylko czyreń ogniowy, również hubiak pospolity po wysuszeniu służyć miał jako hubka, tak to dawniej było, nie to co teraz, pudełko zapałek i już 🙂

Na „kotkach” olszowych

Wydawać by się mogło, że odwiedziny wczesną wiosną w tak mało atrakcyjnie wyglądającym miejscu pokrytym warstwą próchniejących zeszłorocznych liści nie przyniosą niczego ciekawego, że nie znajdziemy tutaj o tej porze roku żadnych przejawów życia … Nic bardziej mylnego!  Wizyta wczesną wiosną w miejscu porośniętym przez olszę czarną może zaowocować znalezieniem drobnego, miseczkowatego grzybka – kubianki olszowej, inaczej kubianki kotkowej 🙂 Jest to możliwe dlatego, że pośród opadłych liści spoczywają również pozostałości zeszłorocznych i starszych „kotków” olszowych, czyli kwiatostanów męskich olszy, a na nich właśnie wyrasta ten wczesnowiosenny miseczkowaty grzybek z gromady workowców.

wczesnowiosenny, pozornie mało atrakcyjny zagajnik z olszami

"nakotkowa" grzybowa drobinka - Ciboria amentacea

Ciboria amentacea - portrecik 🙂

Kubianka olszowa jest często spotykana. Ma ona natomiast rzadziej notowaną kuzynkę – kubiankę talerzykowatą, która wyrasta na starych żołędziach dębowych 🙂 Warto zatem zwrócić naszą wczesnowiosenną uwagę również, a właściwie szczególnie, na stare żołędzie, by się przekonać, czy kubianka talerzykowata występuje tylko w Puszczy Białowieskiej … ?

Niepojęte okrucieństwo wobec nietoperzy!

Znów wstydzę się, że jestem człowiekiem!

Masakra nietoperzy w rezerwacie w bunkrach MRU

cytat:

„Ponad 200 zabitych gacków i mopków znaleźli przyrodnicy podczas sobotnich badań w poniemieckich fortyfikacjach koło Międzyrzecza. Ssaki miały poobcinane głowy i skrzydła, niektóre były poranione. Sprawa trafi do prokuratury. Przyrodnicy są wstrząśnięci. W czasie sobotniego liczenia nietoperzy zimujących w podziemiach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego znaleźli 204 martwe mopki i gacki.
– To była masakra. Ktoś celowo, z premedytacją wymordował ponad dwieście nietoperzy. I to w rezerwacie, który powinien im gwarantować bezpieczeństwo – mówi dr Tomasz Kokurewicz z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, który kierował badaniami.

Niektóre nietoperze miały poobcinane głowy, inne powyrywane skrzydła, lub zostały rozdeptane. Niektóre były potwornie poranione. Jakby ktoś je dźgał szydłem. Dr T. Kokurewicz zapowiada, że sprawa zostanie zgłoszona do prokuratury. Prawdopodobnie zrobią to międzynarodowe organizacje zajmujące się ochroną tych ssaków. /…/”

Pozostałą część artykułu znajdziecie pod wyżej wskazanym linkiem.

Ja pytam,  JAK MOŻNA tak postępować w stosunku do innych stworzeń,  istot żywych, które czują i cierpią tak samo jak my ludzie? Jak można coś takiego robić??? W imię czego ktoś zachowuje się tak podle w stosunku do innych istot żywych?

😦

Natura …. i półdziki ogród :-)

Natura Przyroda Warmii i Mazur 🙂

Kilka okoliczności złożyło się na to, że trafiłam na to pismo. Zainteresowania muzyczne sprawiły, że byłam w Warszawie na koncercie jednego z ulubionych wykonawców, a że termin koncertu zbiegł się z terminem wyjazdu służbowego do Warszawy, więc zatrzymałam się u znajomych, a popołudnie spędziłam w Czytelni Uniwersytetu Warszawskiego 🙂 Zachłysnęłam się wówczas wręcz ilością i różnorodnością pism przyrodniczych, jakie znalazłam na półkach Czytelni. Efektem tego wszystkiego było kilka prenumerat, obecnie kontynuowanych,  na wybrane czasopisma. Później w moim grzybowisku zarekomendowałam te czasopisma i otrzymałam od Biedrzyna informację o kolejnym – Natura Przyroda Warmii i Mazur. Czasopismo to opisuje przyrodę tamtych stron, a pisane jest z taką miłością do przyrody, że najbardziej obojętny na przyrodę człowiek chyba musiałby się zarazić, gdyby to czytał.

O piśmie tym można przeczytać na stronie  http://www.wydawnictwo-mantis.eu/natura/index.php , skąd cytuję:
„/…/ Natura. Przyroda Warmii i Mazur” jest kwartalnikiem i ukazuje się od stycznia 2006 r. Czasopismo jest bezpłatne, można otrzymać je w siedzibie redakcji a wersję elektroniczną pobrać z archiwum na naszej stronie. Na łamach „Natury” publikujemy różnorodne artykuły związane z przyrodą Warmii i Mazur – poświęcone botanice, zoologii, ekologii, ochronie środowiska, edukacji ekologicznej, aktualnym wydarzeniom. /…/” Redakcja zachęca także do nadsyłania własnych tekstów związanych z tą tematyką 🙂

Dzięki uprzejmości Wydawców otrzymałam roczniki pisma i czytam je z ogromną przyjemnością i pożytkiem dla mojej wiedzy o przyrodzie 🙂

Ostatnio zachwycił mnie opis półdzikiego ogrodu p. Andrzeja Suleja. Serdecznie zapraszam do przeczytania tego artykułu, który opisuje niesamowitą różnorodność przyrody tego ogrodu utrzymywaną przez to, że jest on właśnie takim półdzikim ogrodem, a przez to mnóstwo organizmów znajduje w nim dom. Może pozwoli to nam spojrzeć inaczej na nasze ogrody? Ja jestem ZA półdzikim ogrodem, bardzo, bardzo ZA 🙂

Tu można znaleźć numer z artykułem o półdzikim ogrodzie 🙂
http://www.wydawnictwo-mantis.eu/natura/archiwum/archiwum07.php

Jezioro, grzybki … i refleksja

Styczniowa aura myliła się z wiosenną, było ślicznie! Drogę pokrywał  jeszcze zlodzony śnieg i w lesie miejscami było nieco śniegu, ale poza tym było bezśnieżnie. Nad strumykiem unosiła się mgiełka, przyśpiewywała delikatnie jakaś sikora.

czy widać mgiełkę nad strumykiem?

Gdy ze skarpy spojrzeliśmy na jezioro okazało się, że lód na jeziorze  częściowo stopniał i stworzył taką malowniczą mozaikę na przemian z wodą.

jezioro widoczne ze skarpy

jezioro widoczne ze skarpy

jezioro widoczne ze skarpy

jezioro widoczne ze skarpy

widok z brzegu jeziora

Gdy nacieszyliśmy się spacerem z widokiem na jezioro odwiedziliśmy znajdujący się nieopodal w lesie staw porośnięty po brzegach trochę trzciną, trochę łozą, a także osiką. Drugi rok z rzędu poszukuję tam kisielnicy wierzbowej, ale prawdopodobnie ta łoza jeszcze zbyt młoda na to, by ją porosła bursztynkowa Exidia recisa, nie znajduję tu ani kisielnicy, ani też szczeciniaka tabaczkowego (żółtobrzegiego), który też świadczyłby o wieku i kondycji tej łozy. Znalazłam za to niewielkie, ok. 5 mm średnicy  grzybki na króciutkich centralnych trzoneczkach rosnące na korze łozy. Trzymajcie kciuki, bym je zbadała pod mikroskopem i stwierdziła choć tyle, że to podstawczak, a nie workowiec, albo odwrotnie 😉

łozowisko nad stawem

podstawczaki? workowce? hmmm .....

Poza tym znalezione zostały zimówki aksamitnotrzonowe na topoli osice, czyreń ogniowy na wierzbie, żagiew zimowa na leżącej gałęzi,  trzęsak mózgowaty na leżącej tyczkowinie sosnowej pasożytujący na skórniku krwawiącym, jakiś wrośniak na pniaku liściastego, na ziemi purchawki chropowate jeszcze „dymiące” zarodnikami, jakiś twardy Hypoxylon sp. na leżącej gałęzi liściastego, łzawnik rozciekliwy, gruzełek cynobrowy, chrząstkoskórnik purpurowy, powleczka podkorowa  ….  Sporo spośród grzybków opisanych przez Macieja Romańskiego w artykule o zimowym grzybobraniu zostało znalezionych i jeszcze kilka innych 😛

Znalazłam też dwa martwe motyle – listkowce cytrynki ….. 😦 Czemu nie dożyły wiosny?

***

Post scriptum

Miejsce, które odwiedziłam wczoraj powinno być miejscem ciszy, spokoju, strefą spokojnego życia ptactwa i innych zwierząt, a dla ludzi miejscem odpoczynku i relaksu w ciszy i pięknym otoczeniu ….. Niestety wiem, że tak nie jest, skarpą nad jeziorem jeżdżą motory crossowe, kiedykolwiek tam jestem oglądam wyraźne ślady ich maszyn lub ich samych jadących w miejscu, które jest OZNAKOWANE jako strefa ciszy ….. 😦

« Older entries