O tym, jak zgubiłam i znalazłam :-)

A wszystko przez klejka lepkiego 🙂

Niedawno odwiedziłam stanowisko moich gwiazdoszy potrójnych, te piękne grzybki pokazałam w grzybowisku. Było to w poniedziałek, a w piątek rano tego samego tygodnia zaczęłam intensywnie poszukiwać swojego statywu …. Tydzień ten mijał nam pod znakiem malowania w jednym z pokoi i inne pomieszczenia mieszkania były tak specjalnie sprytnie pozaklejane, żeby się w nich nie kurzyło. Ale w piątek rano, wiedząc o tym, że nocuję u koleżanki, z którą na całodzienną wycieczkę w sobotę pojadę, zaczęłam usilnie poszukiwać statywu, wszak chciałam go zabrać z sobą 🙂

Tymczasem stopniowo zaczęło okazywać się, że tego statywu w domu ….. nie ma :-/ Co się stało, zaczęłam wysilać pamięć, otwierając po kolei wszystkie pozaklejane pomieszczenia, by w nich sprawdzać jeszcze raz i jeszcze raz, czy tam nie leży ten statyw … Niemal od strychu po piwnicę dom przeszukałam i nic … I nagle … olśnienie! Przecież mogłam go zostawić w poniedziałek w lesie! Szybkie zastanowienie i coraz bardziej pewna, że tak naprawdę mogło być podjęłam karkołomną, ale jedyną słuszną na ten moment decyzję. Postanowiłam pojechać do tego lasu po statyw.

Wyobraźcie sobie dalszy ciąg wydarzeń, uszykowałam się błyskawicznie, wyruszyłam w drogę, pokonałam kilkanaście km w przeciwną stronę niż do pracy, bo taki był kierunek miejsca z poniedziałkowymi gwiazdoszami, dotarłam do lasu, podeszłam do stanowiska gwiazdoszy – statywu nie było, podeszłam kawałek dalej – statyw BYŁ! Leżał na ściółce w miejscu, gdzie go pozostawiłam! 🙂

Dlaczego tam został? Gdy od gwiazdoszy wracałam do samochodu, ujrzałam wśród liści ściółki dwa ładne, dotąd nieznane mi grzybki. Statyw odłożyłam na ściółkę, przyjrzałam się grzybkom, sfotografowałam je, zabrałam i … poszłam … bez statywu 😦 We wtorek wyszukałam je w atlasie, rozpoznałam jako klejka lepkiego, który rośnie w mikoryzie, wyłącznie pod sosnami, zrobiłam grzybkom zdjęcia studyjne i cały czas zadowolona byłam z poznania nowego dla mnie, choć pospolitego gatunku. Aż do piątku rano, gdy zaczęłam szukać statywu … 😉

Jak wyglądał dalej piątkowy poranek? Dotarłam do pracy z jedynie 8-minutowym spóźnieniem, a potem, gdy wykonałam wszystkie najpilniejsze poranne czynności, usiadłam i porozmyślałam sobie nad moim roztargnieniem …. 🙂 😉 🙂

Gomphidius rutilus

Gomphidius rutilus

Gomphidius rutilus - zdjęcie "studyjne"- przekrój

Gomphidius rutilus - zdjęcie "studyjne"- trzon i zbiegające blaszki

Gomphidius rutilus - zdjęcie "studyjne" - powierzchnia kapelusza

Reklamy

9 Komentarzy

  1. wg108 said,

    10 listopada 2011 @ 21:10

    Fajna przygoda, oby wszystkie tak się kończyły!

    • grzybowisko said,

      10 listopada 2011 @ 21:17

      O tak, zawsze mógłby być taki happy end 🙂 🙂 🙂
      A że nie był to pierwszy przypadek mocnego mojego roztargnienia, to rzec muszę, że zaczęłam się bardzo mocno pilnować i ostatnio wiele nie zgubiłam, tylko zostawiłam we Wszystkich Świętych moje obuwie sportowe u rodziny 😉 😉 😉 ale wbrew pozorom nie wyszłam boso, bo założyłam takie ładne wyjściowe pantofelki 😉 🙂

  2. skorpion21 said,

    11 listopada 2011 @ 1:02

    Dlatego nigdy nie biorę statywu, zawsze z nim jakieś kłopoty są, a grzybki bardzo ciekawe Ci się trafiły 😉

    • grzybowisko said,

      11 listopada 2011 @ 20:50

      ja czasem noszę go cały dzień, a nie użyję ani razu, ale dziś użyłam, efekt pokażę 🙂

  3. biedrzyn said,

    11 listopada 2011 @ 19:17

    Gapcio 😉

    • grzybowisko said,

      11 listopada 2011 @ 20:51

      to fakt, ale przyznasz, że odnalezienie w pięknym stylu wykonane? 😉

      • biedrzyn said,

        11 listopada 2011 @ 21:25

        Jasne,że w pięknym 🙂

  4. zielarka said,

    13 listopada 2011 @ 22:29

    Grunt, że się dobrze skończyło 🙂 Mój statyw jest tak niewygodny do noszenia że po paru kilometrach pewnie sama bym go gdzieś zostawiła :p

  5. maciejmakro said,

    14 listopada 2011 @ 11:11

    Statywy już tak mają – nieraz tacham go wiele razy ze sobą zupełnie na nic, a potem jak akurat jest potrzebny to akurat został w domu – ja to syndromem parasola nazywam.

    Z przygody płynie tez pozytywne przesłanie – albo mało kto po lasach łazi (i nie wydeptuje ich) albo – „leśni” to uczciwi ludzie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: