Miłki dwa :-)

O miłkach marzyłam ja lat wiele, a w tym roku dwa z nich ujrzałam 🙂

Miłek wiosenny dał się ujrzeć na murawie kserotermicznej nawet nie tak daleko od domu, a miłek letni na przepięknym Ponidziu. Po miłka wiosennego pojechałam specjalnie i trafiłam dobrze, a miłek letni ukazał się przy okazji tropienia innych pięknych roślin stepowych i łąkowych Ponidzia.

Mając już tak piękne znaleziska na koncie, mogę wybierać się po kolejne, żywokost sercowaty, lulecznica kraińska, wszystko we właściwym czasie i miejscu trzeba będzie poszukać 🙂

miłek wiosenny Adonis vernalis

miłek letni Adonis aestivalis

Oba gatunki miłków są umieszczone na Czerwonej Liście w grupie gatunków zagrożonych (kategoria zagrożenia V). Pozyskiwanie dla własności leczniczych (miłek wiosenny) czy zwalczanie chwastów (miłek letni) wpłynęło na to, że są coraz rzadsze w naszej florze. Miłek wiosenny jest także objęty ochroną gatunkową.

Reklamy

Ileż zyskuję …

Podczas porannego spaceru ogarnęła mnie taka myśl, ileż ja zyskuję na moim grzybowaniu …I doszłam do wniosku, że bardzo, bardzo wiele, a są to korzyści najróżniejszej natury …

Poznaję przyrodę i zgłębiam wiedzę o niej, zarówno o grzybach, jak i innych napotkanych, a zauważonych roślinach, śluzowcach, owadach, płazach …

Poznaję swoje bliższe (swój powiat) i dalsze (województwo i okolice) strony, a co więcej, jeszcze i dużo dalsze miejsca, które odwiedzam sama, czy też z poznanymi osobami, które mają podobne, bo przyrodnicze pasje …

Z poprzedniego wynika następne, poznaję ludzi! 🙂 są to znajomości zarówno internetowe, jak i bezpośrednie, jedne i drugie miłe i wnoszące coś do mojego życia i zainteresowań …

I także poznaję siebie i odczuwam zadowolenie ze sprawności, jaką posiadam i utrzymuję, trzeba przecież zrobić spore trasy, niemało pochodzić, by dotrzeć w ciekawe miejsca, by wyszperać coś w nowych …

Miewam „urlop” przez cały rok, każdego niemal dnia, każdego weekendu, o każdej porze roku mogę być gdzieś, w jakimś  pięknym miejscu, mogę sycić zmysły pięknem otaczającej mnie przyrody, cieszyć się śpiewem ptaków, kumkaniem żab, spoglądaniem na piękno w tylu przejawach i odmianach, wciąż odkrywać coś nowego, coś pięknego i ciekawego …

Poprawiła się znakomicie moja orientacja w przestrzeni, nie tak łatwo się zgubię, jak na początku, troszkę doświadczeń czegoś mnie nauczyło, choć w tym zakresie nigdy nie można być zbyt pewnym …

Na razie na tym zakończę moją wyliczankę korzyści z mojego grzybowania i zainteresowania właśnie przyrodą, choć przypuszczam, że jeszcze znalazłoby się parę kolejnych korzyści …

Czemu właśnie dziś naszła mnie taka refleksja …. byłam na cudownym, letnim, porannym spacerze w lesie i  w tym cudnym otoczeniu naszła mnie ta myśl nieodparta, ileż zyskuję czynnie interesując się przyrodą …

Na dowód tego, że wciąż dowiaduję się czegoś nowego, oto roślinka, którą dziś postanowiłam poznać 🙂 Widuję trawy, turzyce, sity na swoich ścieżkach, ale zwykle nie poświęcam im za wiele uwagi poznawczej, to wciąż spora ziemia nieznana dla mnie. Dziś postanowiłam choć tą jedną roślinką umniejszyć obszar niewiedzy, jaki mam w tym zakresie 🙂

roślinka ro rozpoznania, najpierw samodzielnie, nim poproszę kogoś o pomoc lub sprawdzenie rozpoznania 🙂

Leśny boczniak – płucny :-)

Grzyby boczniaki znamy ze sklepów – oferowane są na tackach styropianowych boczniaki ostrygowate. Także w lesie możemy te boczniaki ostrygowate znaleźć, rosną w porze okołozimowej, i smacznie zjeść 🙂

Natomiast w porze letniej spotkane boczniaki to boczniaki łyżkowate, inaczej płucne. Też są jadalne, aczkolwiek ja nigdy ich do konsumpcji nie zbierałam. Po pierwsze dlatego, że są rzadkie (kategoria R na Czerwonej Liście), po drugie dlatego, że w ciepłej porze letniej grzyby szybko robaczywieją, dla owadów stanowią m.in. miejsce rozrodu, składania jaj. Z tych względów odpuszczam sobie zbiór koszykowy, natomiast z całą przyjemnością, przerwaną może jedynie odganianiem komarów, fotografuję je 🙂

Dodam, że boczniaki zarówno ostrygowate, jak i płucne, mogą stanowić kolejne przykłady gatunków wyrastających na drewnie, vide wczorajszy wpis 🙂

boczniak płucny Pleurotus pulmonarius

Dlaczego nie należy pedantycznie usuwać DREWNA z lasów

Tytuł jasno i wyraziście wyraża moją myśl i temat, jakiemu chcę poświęcić ten wpis. Wyraźniej tego powiedzieć nie można, a ta wyrazistość sformułowania jest skierowana do osób decydujących o tym, ile kubików drewna na prawo pozostać w lesie …. Żaden z tych decydentów z pewnością nie trafi do mojego bloga, ale niech choć nasza, moja i czytelników, świadomość wzrasta, by nie brakło nam argumentów dla obecności DREWNA w lesie …..

Ja tę potrzebę obecności drewna w lesie uzasadniam li tylko za pomocą grzybów na drewnie rosnących, ale to tylko maleńki wycinek tego, co żyje w drewnie, co tego drewna potrzebuje ….

Poniżej taki króciutki przegląd poprzez pory roku …

Wczesną wiosną na drewnie, na gałązkach, konarach pojawiają się śliczne malinowego koloru miseczki – czarki, bez drewna wyrosną? Nie wyrosną. Oto saprotroficzna, wyrastająca na drewnie wczesnowiosenna czarka austriacka:

czarka austriacka Sarcoscypha austriaca

Wczesnym latem pojawiają się inne saprotroficzne gatunki, takie jak m.in. twardziak kielichowaty czy świecznica rozgałęziona. Naprawdę warto pozostawiać drewno w lesie, aby mogły się na nim pojawiać te piękne grzyby.

Oto twardziak kielichowaty w kilku odsłonach wiekowych: młodziutkie, nieco starsze i cała rodzinka całkiem już okazałych twardziaków:

twardziak kielichowaty (pucharowaty) Lentinus cyathiformis

twardziak kielichowaty (pucharowaty) Lentinus cyathiformis

twardziak kielichowaty (pucharowaty) Lentinus cyathiformis

A to wspomniana świecznica rozgałęziona, którą z wielkim upodobaniem obserwuję kolejny rok z rzędu, ale zarówno ją jak i wyżej pokazanego twardziaka kielichowatego znajduję tylko i wyłącznie w jednym miejscu …. Tylko w jednym z wielu odwiedzanych przeze mnie miejsc znalazły odpowiednie dla siebie siedlisko i substrat ….

świecznica rozgałęziona Clavicorona pyxidata

świecznica rozgałęziona Clavicorona pyxidata

Pora na jesień i jesienne nadrewnowe saprotrofy … sporo ich pojawia się jesienią, ja wybrałam trzy przykładowe, dwa z nich rzadsze i jednego pospolitego, którego można spotkać częściej …

Oto te rzadsze – monetka bukowa i łuskwiak tłustawy :

monetka bukowa Oudemasniella mucida

łuskwiak tłustawy Pholiota adiposa

A to pospolitsza kruchaweczka namakająca:

kruchaweczka namakająca Psathyrella piluliformis

A oto jak wygląda potężna dawniej kłoda bukowa (fotografia poniżej), gdy zajęły się nią pilnie te i inne saprotrofy oraz wszelkie organizmy ksylobiontyczne, tym sposobem materia twardego dawniej i litego drewna może powrócić do obiegu w przyrodzie, tworząc cenną próchnicę i będąc jeszcze długo domem i pokarmem dla wielu, wielu organizmów …..

próchniejąca kłoda, przykład obiegu materii w przyrodzie

Trzeba mieć oczy i uszy otwarte i jeszcze …..

….. czujność i dar przewidywania …..

Rok temu przejeżdżałam w maju rowerem pewną bardzo ładną trasą, o czym nie omieszkałam nie wspomnieć w grzybowisku … Wspominam wówczas, że słyszałam głosy żab, obecnie wiem już, że w jednym z tych miejsc były to m.in.  kumaki, a z ptaków trzciniak … Moja edukacja przyrodnicza postępuje powoli, ale skutecznie i obecnie głos trzciniaka rozpoznam „na bank”, a nad głosami płazów muszę popracować, ale zawsze mogę też podpytać znajomych …

W tym roku podjechałam tam autem, chcąc zobaczyć jak obecnie wygląda ten staw w wiosce, co w nim słychać. I zobaczyłam. Fotografie poniżej.

staw w Rzegnowie, fotografia z 19 maja 2011 r., słychać było głosy kumaków i trzciniaka

„staw” w Rzegnowie, fotografia z 21 czerwca 2012 r.

Jak łatwo się domyślić, obecnie nic tam nie kumka, nic tam nie śpiewa …..

Nie popuszczę tej sprawie!

Ale przecież nie dotrę nad każdy staw, nad każde oczko wodne, nie mam ani czasu, ani możliwości być wszędzie, wszystkiego dokumentować, wszystkiego odnotowywać, chciałabym polegać na mądrości lokalnych włodarzy i mieszkańców …. A nie mogę …..

A mogłoby być tak pięknie, gdyby postępowano tak, jak zaleca pani Liliana Dawidziuk w swoim opracowaniu „Przyroda Dzikie miasto”, zamieszczonym na stronie Stowarzyszenia Olszówka z Bielska-Białej, przy czym nie tylko miast to dotyczy, dotyczy także każdego kawałeczka miejsca cennego dla lokalnej przyrody, a poprzez taki łańcuszek lokalnych cennych dla przyrody miejsc dla całej naszej przyrody …..

Obecnie Stowarzyszenie Olszówka zbiera podpisy pod petycją o uratowanie Doliny Gościnnej w Bielsku-Białej przed wycinką drzew w celu tzw. ochrony przeciwpowodziowej, stanowisko Stowarzyszenia Olszówka tutaj przyłączysz się? Ja już to zrobiłam.

Grzybków wodne inklinacje

Przechodząc ze skrajności w skrajność, skoro pisałam o suszy, to teraz opiszę kilka przypadków grzybkowych wodnych inklinacji 🙂

Że grzybom wilgoć potrzebna, wiadomo, powiedzenie „rosną jak grzyby po deszczu” weszło w powszechny obieg, wszystkim to wiadomo 🙂 Ja powiem więcej, nie tylko wilgoć, czasem nawet i woda grzybkom potrzebna 🙂

Niektórym to po prostu po to, by wyrosnąć, taki np. twardziak tygrysi wyrasta nawet na płynących po wodzie gałązkach, albo np. tkwiących „po kolana” w wodzie pniakach. Przykład tego napotkałam w Parku Narodowym Ujście Warty, gdzie sympatyczny skądinąd i urodziwy twardziak tygrysi wyrósł na odległym od brzegu pniaku, całym otoczonym wodą 🙂 Miejsce też wybrał sobie niepoślednie, bo z pięknym widokiem z rozlewiska Odry na wieżę kościółka w Słońsku 🙂

twardziakowy pniak cały otoczony wodą warciańskiego rozlewiska

widok z twardziakowym pniakiem na pierwszym planie, a wieżą kościółka na planie dalszym

jako, że z daleka twardziaka za bardzo nie widać, otóż i on sam (z miejsca bardziej lądowego) twardziak tygrysi Lentinus tigrinus

Inny grzybek – żółciak siarkowy – wybrał na swoje lokum pochyloną nad jednym ze Stawów Milickich wierzbę … Widoku z okna też można mu pozazdrościć, czyż nie?

żółciak siarkowy Laetiporus sulphureus na pochylonej nad jednym ze Stawów Milickich wierzbie

i widok rozpościerający się wokoło

Z kolei hubiak pospolity wraz ze swoją rodzinką postanowił zasiedlić kłodę z widokiem na szemrzący cichutko strumyczek … To się nazywa romantyzm i dobry gust w wyborze miejsca zamieszkania 🙂

hubiakowa rodzinka w mieszkanku „nad strumykiem”

niepospolity to hubiak, który przegląda się w migoczącym strumyku 😉 hubiak pospolity Fomes fomentarius

Całkiem niezwykle i dla purchawicy niespotykanie poczynała sobie pewna purchawica napotkana w dzień kwietniowy nad pewnym śródpolnym strumykiem … Najwyraźniej zamarzyła się jej podróż i to podróż drogą wodną, czyżby planowała aż do Bałtyku dotrzeć? 😉

aż chciało się zakrzyknąć „Ahoj, dokąd płyniesz, purchawico?” 😉

dla niedowiarków, to naprawdę purchawica olbrzymia Langermannia gigantea, która u schyłku swojego żywota postanowiła wybrać się w podróż życia 😉

 

Posucha, susza, a może już jej koniec? czyli rzecz o kurzawkach na piasku :-)

Gdy długo nie pada, nastaje susza .. grunt wysycha, roślinność zasycha, nie pojawiają się grzyby …

Podobnie jest, gdy autorowi bloga zabraknie natchnienia, inwencji, nowych pomysłów, a także i przede wszystkim czasu …

A jednak nawet na suchym piachu można znaleźć coś, co dowodzi,  że od czasu do czasu pojawia się tam życie 🙂

Podobnie na moim blogu pojawia się teraz ten wpis świadczący, że żyję, istnieję, a tylko na dłużej niż zwykle zamilkłam, bo coś odciągnęło mnie od ulubionego wcześniej dzielenia się grzybkowymi wiadomościami i wrażeniami 🙂

Na suchym piachu znaleźć można okrągłe, sypiące brązowym pyłem grzybki, zwane kurzawkami. Oznacza to, że w okresie bardziej wilgotnym wyrosły tam takie kuliste grzybki, które przystosowały się do życia na piaszczystym gruncie w taki sposób, że wykorzystują sprzyjający czas na wytworzenie owocników, a potem zaschnięte owocniczki długo jeszcze kurzą ze swego wnętrza zarodnikami przyczyniając się w ten sposób do utrzymywania i powiększania swego obszaru występowania 🙂 Wystarczy popatrzeć na trawiaste, nawet udeptane i pozornie absolutnie nie sprzyjające występowaniu grzybów miejsca, takie jak: drogi polne, trawiaste parkingi, by znaleźć na nich te kuliste tworki – grzybki kurzawki 🙂

wyschnięta powierzchnia trawiastego placyku wykorzystywanego jako parking ośrodka nad jeziorem

rzut oka na tę wysuszoną murawę i co widzę? Kurzawka 🙂

i kolejna kurzawka

i kurzawek pięć 🙂

a na to wszystko bacznie łypie oczkiem drozd śpiewak 🙂