O tym, jak znalazłam grzyby … na stacji przesiadkowej

Wszędzie można znaleźć grzyby … być może uważny czytelnik z niejednego już mojego wpisu mógł wysnuć taki wniosek, a przypadek, który opiszę jest kolejnym tego przykładem 🙂

Najpierw może wytłumaczenie, dlaczego wszędzie, niemal wszędzie, można znaleźć grzyby …

Grzyby są organizmami cudzożywnymi, a ich sposób na życie może przyjmować trojaką formę: pasożytniczą (pobieranie składników pokarmowych z żywych organizmów), mykoryzową (symbioza np. z drzewami) oraz saprotroficzną. Ten ostatni sposób na życie ma związek z tym, że tak naprawdę wszelka materia organiczna prędzej czy później, szybciej czy wolniej, ale zostanie rozłożona, a ogromny udział w tym rozkładzie mają właśnie grzyby. One są reducentami materii organicznej, a w zależności od rodzaju czy gatunku mają szerszą lub węższą skalę troficzną, czy siedliskową, czyli mniejszą lub większą specjalizację do rozkładania różnego lub bardzo szczególnego rodzaju substratu i wzrostu na różnych bądź wyłącznie pewnego rodzaju podłożach.

Jest pewna grupa grzybów specjalizująca się w zasiedlaniu podłoży piaszczystych, w tym muraw, trawników. Do nich należą między innymi berłóweczki 🙂

Po tym wstępie można dość łatwo zrozumieć, dlaczego pewnego razu rozejrzałam się za grzybami przechodząc chodnikiem wzdłuż krótko koszonego trawnika na mojej stacji przesiadkowej z pociągu na rower lub autobus ….. A właściwie to trudno zrozumieć, dlaczego rozejrzałam się tam za grzybkami dopiero po kilku latach przesiadania się na tej stacji 😉 Czy wytłumaczenie może stanowić codzienny pośpiech? To jedna przyczyna, drugą jest to, że zwykle przesiadam się tam na rower, a tylko niekiedy do autobusu. W wersji rowerowej wsiadam na rowerowe siodełko, naciskam pedał i … już mnie tam nie ma 🙂 W wersji autobusowej muszę dojść do przystanku, gdzie już czeka albo i nie czeka na mnie autobus i to właśnie była TA OKOLICZNOŚĆ, która zadecydowała o spotkaniu pewnego jesiennego dnia tego roku berłóweczki frędzelowanej na mojej stacji przesiadkowej 🙂 🙂 🙂 Tak naprawdę wystarczyło pozerkać na mijaną połać trawnika i w którymś momencie rzuciła się w oczy grupka owocniczków Tulostoma fimbriatum 🙂 Ich berłóweczkowaty kształt ujawnia się wówczas, gdy wyciągnie się jedną z nich z podłoża, na którym wyrasta. Wówczas okazuje się, że nieduża główka z otworem niczym purchawka, znajduje się na dość długim sztywnym trzonku, który tkwi w ziemi. Istotny jest wygląd otworka zwanego perystomem, jeśli jest frędzelkowany mamy do czynienia z berłóweczką frędzelowaną. Jeśli tworzy sztywniejszy kołnierzyk bez frędzelków, mamy do czynienia z innymi gatunkami. Berłóweczka frędzelkowana obecnie nie podlega ochronie prawnej, natomiast inne gatunki berłóweczki są chronione.

I tak nawiązując do mojej opowieści, oto widok na moją „stację przesiadkową” z jej obszernymi trawnikami:

dsc_0476_3

A to berłóweczka frędzelkowana Tulostoma fimbriatum w kilku ujęciach ukazujących, jak to wyglądają jej owocniczki w ich ulubionym, choć tu niewątpliwie antropogenicznym, siedlisku 🙂

dsc_0429

dsc_0453

dsc_0459Tu kilka z widocznych owocników wyciągnęłam z ziemi, dla pobrania ich jako okazu z tego stanowiska oraz ukazania budowy owocników tak trafnie kojarzonej z berłem 🙂

dsc_0410

I na koniec postrzępiony (frędzelkowany) perystom.

dsc_0450_2

dsc_0459_2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: