Jesienny bilard :-)

Czy ktoś zaprzeczy, że jesienne purchawki gruszkowate nie nadają się doskonale do tego celu? Aura dnia jesiennego przydawała sporej dozy tajemniczości …, ale widok „kul bilardowych” nastroił do żartu … 🙂

mglista jesienność i tajemniczość ...

mglista jesienność i tajemniczość …

… a pośród tych mglistości …

... bilardowe kule ... purchawka gruszkowata Lycoperdon perlatum

… bilardowe kule … purchawka gruszkowata Lycoperdon pyriforme

Gwiazdki z nieba mi się marzą … :-)

…. I marzenia się spełniają! 🙂

Pomimo sporego zapracowania udaje mi się tej dopiero co rozpoczętej jesieni  raz po raz na grzybki pojechać i różne śliczniaste znajdować 🙂

Szczególnie śliczne, co i oryginalne wśród grzybków są gwiazdosze 🙂 Króciutko wspomnę o kilku ostatnio znalezionych. Obecna pora im sprzyja im bardzo, przy odrobinie szczęścia można znaleźć pięknie rozwinięte gwiazdosze w różnych odpowiadających im miejscach 🙂

Oto gwiazdosz potrójny Geastrum triplex, gatunek, który długo stanowił przedmiot wzdychań i marzeń, a od roku daje mi się ujrzeć w coraz to nowych miejscach 🙂

Geastrum triplex gwiazdosz potrójny

Kolejny to gwiazdosz rudawy, to pierwszy gatunek gwiazdosza jaki znalazłam, od tamtego dnia minęło już kilka lat, a wciąż buzia się śmieje, gdy takie piękne oglądam:

Geastrum rufescens gwiazdosz rudawy

To teraz znów rzadszy,  bo nie tylko przeze mnie rzadziej spotykany, gwiazdosz koronowaty Geastrum coronatum. Miejsca, w których ja go znajduję nie są specjalnie piękne czy atrakcyjne, ot zarośla, zakrzaczenia, a jednak takie miejsca upodobał sobie ten piękny grzybek:

Geastrum coronatum gwiazdosz koronowaty

Podobne miejsca odpowiadają innemu z gwiazdoszy, temu prążkowanemu, ten szczególnie lubi, gdy nad jego gwiazdoszkową główką zaszumią bzy lilaki …

Geastrum striatum gwiazdosz prążkowany

Z napotkanych przez siebie kilku gatunków przedstawiłam tutaj cztery, sporo brakuje mi, by wszystkie siedemnaście polskich gwiazdoszy napotkać i obejrzeć, ale to temat na sporą część naprawdę ciekawego życia … 🙂 🙂 🙂

Witajcie w Nowym Roku :-)

Trochę późno może na przywitanie Gości grzybowiska w Nowym Roku, ale skoro nie przywitałam się wcześniej, to lepiej teraz, choć późno, niż wcale 🙂

Sądząc po grzybowisku można by przypuszczać, że naprawdę w sen zimowy zapadło ono, ale to dlatego, że właścicielka grzybowiska czas styczniowy pracowicie spędzała i to właśnie w towarzystwie swoich grzybków 🙂 Porządkowałam, układałam, opisywałam swój zielnik grzybowy, a to czasu zabiera sporo, gdy cały 2011 rok jest do uporządkowania 🙂

W tym wszystkim pewna liczba suszków grzybkowych wędruje do oznaczania mikroskopowego, a wyniki oznaczeń bywają zaskakująco ciekawe i ekscytujące 🙂 Osobie dokonującej oznaczeń składam podziękowania, kiedyś może coś więcej o tym napiszę 🙂

A dziś tak jak obiecałam przed kilkoma godzinami postanowiłam pojechać w pewne wypatrzone na mapie miejsce, by je zlokalizować w naturze i porozglądać się tam za czymś ciekawym. Czego to można szukać o tej porze roku, zapytacie. O ile nie ma grubej warstwy śniegu, szukać można o tej porze roku ….. gwiazdoszy! 🙂 Potencjalne siedliska niektórych gatunków gwiazdoszy to miejsca przekształcone przez człowieka, zarośla bzu lilaka, śnieguliczki, głogu …. Po drodze do mojego upatrzonego miejsca natrafiłam na takie zarośla na przydrożu, zatrzymałam się tam, poszłam, poszperałam i gwiazdosza znalazłam. Jedynie problem stanowi to, JAKI to gwiazdosz, bowiem główka jego jest tak sfatygowana, że dalibóg, nie wiem, co to 😦 Ale nic to, wystarczy kiedyś znów tam pojechać, poszperać i albo inne okazy, albo we właściwszej porze nowe owocniki znaleźć, wówczas zagadka gwiazdoszowa wyjaśni się z pewnością. Tymczasem kilka migawek z dzisiejszej przejażdżki po łyk mroźnego oddechu i po gwiazdosza 🙂

W zaroślach bzu lilaka, śnieguliczki i głogu .....

.... wśród lekko tylko oprószonych śnieżnym puchem liści znaleźć można .....

.... gwiazdosza, tylko dalibóg, JAKI to gwiazdosz??? 🙂

Jest pewne prawdopodobieństwo, że to gwiazdosz uwieńczony, taki gatunek znajdowałam w dwóch innych miejscach pod bzem lilakiem, ale jak już wcześniej napisałam, trzeba się uzbroić w cierpliwość i zaczekać, albo na znalezienie mniej zniszczonych owocników, albo na świeże owocniki. Znów szkoła cierpliwości, ale to nic nowego dla mnie 😉

 

Gwiazdosz spod bzu lilaka :-)

Tym razem na razie tylko zdjęcia, opis dodam później, bo dziś już późno 😦 Zaraz będzie jutro 😉

Geastrum striatum

Geastrum striatum

Co wyrosło z „cebulek” :-)

W ostatni dzień lipca tego roku znalazłam pewne „cebulki”, które już zaanonsowałam w grzybowisku, zastanawiając się, co z nich wyrośnie 🙂

Dziś rozwiązanie zagadki! A to dlatego, że po dwóch sierpniowych wizytach, które nie przyniosły rozwiązania zagadki, dziś znów znalazłam się w tym miejscu i … znalazłam gwiazdosze potrójne, które wyrosły ze znalezionych tam wcześniej „cebulek” 🙂

Gwiazdosze to bardzo oryginalne grzyby. Wyrastają płytko pod powierzchnią ziemi. Początkowo mają postać kulistą, a w przypadku gwiazdosza potrójnego Geastrum triplex jest to postać kulista, ale z czubeczkiem (można to porównać do zaczynającej kiełkować cebulki tulipana). W miarę jak owocniki dojrzewają, a raczej dojrzewają zawarte w ich wnętrzu zarodniki, zaczyna pękać zewnętrzna powierzchnia tych kulistych tworów. Powierzchnia ta jest nazywana egzoperydium. Egzoperydium pęka i odchyla się od wewnętrznej części owocnika, zwanej endoperydium. Egzoperydium tworzy gwiaździstego kształtu ramiona, które z czasem odchylają się do tego stopnia, że zawijają się wręcz pod owocnik. Zjawisko to ma znaczenie dla rozsiewania zarodników – główka z zarodnikami ma szansę wówczas wynieść się nieco ponad powierzchnię ziemi, skąd wyrosły owocniki, wówczas zarodniki wydostające się przez otwór zwany perystomem mogą z ruchem powietrza odlecieć dalej od owocnika. Natomiast dla nas obserwatorów grzybów obserwacja gwiazdoszy daje sposobność kontaktu z niezwykłą jak na „typowe” grzyby formą i postacią 🙂 Jest to również kolejna „szkoła cierpliwości”, gdyż znalezione wczesne postaci gwiazdoszy każą dłuuugo czekać na to, aż osiągną swoją ostateczną postać 🙂

Myślę, że po tych wyjaśnieniach będzie jasne, co pokazują zdjęcia, jakie stadia grzybków są na nich ukazane, gdyby coś było niejasnego, piszcie proszę, to postaram się wyjaśnić 🙂

Acha, jeszcze jedno wyjaśnienie, czemu gwiazdosz potrójny – w przypadku tego gwiazdosza powierzchnia egzoperydium jest na tyle sztywna, że gdy odchyla się ono od główki, to pęka w charakterystyczny sposób, tworząc taki „kołnierz” pod główką. Jest to charakterystyczne dla tego konkretnego gatunku i stąd pochodzi nazwa tego gwiazdosza – gwiazdosz potrójny. Cechą diagnostyczną poszczególnych gatunków gwiazdoszy jest także okolica perystomu, czyli otworu uwalniającego zarodniki, którą także widać ładnie na zdjęciach 🙂

Geastrum triplex

Geastrum triplex

Geastrum triplex

Geastrum triplex

Geastrum triplex

Jak cebulki …. :-)

Zakątek, który odwiedziłam w niedzielę, znam od około 2 lat, odwiedzałam go zimą, odwiedzałam jesienią i zawsze  coś grzybkowego tam znajdowałam, ale jeszcze nigdy nie natrafiłam tam na gwiazdosze – bardzo ciekawe grzyby, wszystkie gatunki ściśle chronione. Ostatniej niedzieli postanowiłam znów zajrzeć w to miejsce, by zobaczyć, co tam rośnie o obecnej, tak ładnie sprzyjającej grzybkom, porze.

Zakątek ten mieści się nieopodal niewielkiego śródleśnego jeziorka, w stronę jeziora teren lekko się obniża, wilgotne torfowe podłoże porasta olsza i brzoza, a przy samej dróżce rosną świerki. Po przeciwnej stronie teren nieco się wznosi, a rośnie na nim sosna z domieszką dębu. Szłam tamtędy wypatrując grzybków i nagle na samej dróżce zauważyłam zeszłorocznego sczerniałego już gwiazdosza prążkowanego, najpierw jednego, a potem następne dwa. Porozglądałam się za młodymi okazami, ale takich nie znalazłam.

tego gwiazdosza Geastrum striatum ujrzałam najpierw

O tym, że to gwiazdosz prążkowany Geastrum striatum świadczy prążkowane ujście zarodników zwane perystomem oraz ostry kant u dołu główki.

Później dopisało mi szczęście, gdy zobaczyłam stary spróchniały pniak olszy z żyłkoblaszką wklęsłokapeluszową (o niej napiszę coś więcej później), a potem porozglądałam się jeszcze po otoczeniu tego pniaka z żyłkoblaszką ….. i w pewnym momencie wzrok mój padł na coś, co mogło być tylko jednym – pozostałością po jakimś gatunku gwiazdosza …. Kolejny rzut oka i widzę, że takich gwiazdoszowych pozostałości jest tam więcej! Doliczyłam się ich ponad trzydziestu!

oto pozostałości gwiazdoszy z poprzedniego/poprzednich sezonów, część z tego, co znalazłam

Co ciekawe, większość z nich to były same gwiazdo-kształtne egzoperydia, bez „główek”.

Skoro tyle tam tych gwiazdoszkowych pozostałości, to wypadałoby, aby również były „świeżynki”, wszak to już pora, zwłaszcza, że jest po deszczach wilgotno …. Zaraz rozpoczęłam poszukiwania młodych okazów  i coś znalazłam! Były to takie jeszcze nie typowo dla dojrzałych gwiazdoszy uformowane owocniki, ale ich młodociana postać, która trwa do czasu dojrzenia zarodników – znalezione przeze mnie dojrzewające gwiazdosze miały postać wychodzących z ziemi cebulek i wyglądały tak:

"cebulki" gwiazdosza Geastrum sp.

Tak oto pozostałości zeszłorocznych gwiazdoszy wskazały mi miejsce ich występowania 🙂 Musiałam bardzo uważać, żeby nie rozdeptać „cebulek”, których też doliczyłam się ponad 30!

Teraz muszę koniecznie je ponownie odwiedzić, by zobaczyć w pełni uformowane gwiazdosze, przekonać się co do ich gatunku i pokazać ich fotografie w grzybowisku 🙂

Deszczowa piosenka o purchawce :-)

Dzisiejsza wyprawa nie należała do najłatwiejszych, aaaaa psik! Na początku wcale jeszcze nie padało co prawda, ale … wiało! A tak się złożyło, że wiatr miałam po skosie od przodu z prawej :-((((( Ale co tam, zamiast jechać 40 minut jechałam godzinę, ale dojechałam, a to najważniejsze przecież prawda? Oto mój rynsztunek na starcie już w lesie, nawet statyw wzięłam, choć w końcu nie użyłam go ani razu 😉 ale go miałam, o! 😛

na starcie u progu lasu 🙂

Punkt startowy jest charakterystyczny tym, że jest tu pniak, na którym od 2008 roku obserwuję wzrost czyrenia ogniowego, kiedyś może opowiem jego historię, od maleńkiego do obecnej postaci 🙂

Później etapami zatrzymywałam się w wielu miejscach obchodząc okolicę w poszukiwaniach ciekawostek grzybkowych i innych, jednym z pierwszych przystanków było takie miejsce, tu nadal wciąż jeszcze nie padało 🙂

Jeden z przystanków, tu nadal jeszcze nie padało 🙂

No ale natura dała znać o sobie, tudzież sprawdzalność prognozy pogody i od pewnego momentu nie ulewny, ale miarowy deszczyk marcowy zaczął mi towarzyszyć już na stałe, aż do końca 😉 Na przykład tu widoczne są wyraźnie koła od kropel deszczu spadających na taflę niewielkiej wody:

koła od kropel deszczu 🙂

Ale co jak co, purchawki dopisały mi znakomicie 🙂 Na leżących konarach i odziomku przełamanego drzewka znalazłam taaaaakie mrowie purchawki gruszkowatej! Oczywiście to były zeszłoroczny purchawki, ale jeszcze pod uderzeniem kropli deszczu wyrzucały z siebie dymki zarodników 🙂

Lycoperdon pyriforme na tle zroszonej deszczem ściółki leśnej

Lycoperdon pyriforme na tle zroszonej deszczem ściółki leśnej

Lycoperdon pyriforme na tle zroszonej deszczem ściółki leśnej

Lycoperdon pyriforme na tle zroszonej deszczem ściółki leśnej

Lycoperdon pyriforme na odziomku, w tle zroszona deszczem ściółka leśna

Fajnie musiało to wyglądać w zeszłym roku, w pełni owocnikowania tej purchawki, ale dziś też wyglądało super 🙂

Aaaa psik, oj, do łóżka, do łóżka, wygrzać się trzeba! 😛

O pewnej kurzawce … :-)

… i jeszcze o czymś  … 🙂

Już dawno, dawno, około dwóch lat temu,  przemknęła mi przez głowę myśl, że mogłabym oglądać sobie grzybki pod mikroskopem … Później długo ta myśl trwała uśpiona, aż do początku obecnego roku, gdy zaczęłam próbę jej realizacji … Efekt jest taki, iż teraz przede mną  nie tylko ten komputer stoi, ale zaraz obok stoi mój pierwszy własny MIKROSKOP 😛

Gdy spotykałam na swej drodze kurzawki, zabierałam je z sobą z nadzieją, że może kiedyś, gdy będę mogła przyjrzeć się ich cechom mikro, wezmę do ręki odpowiednie klucze i doprowadzę do oznaczenia gatunku zebranego grzybka 🙂 Tak też postąpiłam w czerwcu zeszłego roku z pewną napotkaną w lesie kurzawką – zabrałam ją ze sobą, wprowadziłam ją do swojego grzybo-zielnika, co odbywa się przez odpowiednie jej wysuszenie, spakowanie do pudełeczka i woreczka strunowego, oznakowanie odpowiednim numerem, zamieszczenie w tabeli eksykatów i umieszczenie w pojemniku okazów z tego okresu roku 🙂 Oczywiście  zbierałam nie tylko kurzawki, zbierałam różne inne grzybki i wszystkie one teraz mają szansę na to, by znaleźć się pod obiektywem mojego mikroskopu 🙂

Czerwcowa kurzawka to jeden z pierwszych grzybków oglądanych przeze mnie samodzielnie pod mikroskopem. Najpierw wypada pokazać kurzawkę w wersji makro, a następnie pokażę, cóż ona kryje w sobie 😉

moja czerwcowa Bovista sp.

Jak widać na zdjęciu kurzawka Bovista sp. makroskopowo ma postać okrągłej kulki wielkości piłeczki ping-pongowej. Owocniki znalezione w czerwcu zeszłego roku były owocnikami zeszłorocznymi, które są na tyle trwałe, jak często bywa w przypadku wnętrzniaków, że pozostają jeszcze do następnego sezonu. Taka kurzawka wytwarza zarodniki w glebie wypełniającej jej owocnik, gdy młoda jest przyrośnięta do podłoża, ale później odrywa się od podłoża i tocząc się po ziemi rozsiewa zarodniki przez otworek na szczycie owocnika 🙂 Owocniki widoczne na zdjęciu są akurat położone miejscem przyrośnięcia do góry, nie widać otworka, ale bez problemu można to obejrzeć tu na przykładzie kurzawki ołowianej.

A teraz kilka słów o mikro 🙂

Kurzawka jest wdzięcznym obiektem, w którym już od powiększenia 50-krotnego coś fajnie widać pod mikroskopem, przykład na poniższym zdjęciu, jest tam widoczny obiekt mojej obserwacji – fragment włośni oraz drobny maczek czarnych zarodników:

włośnia w powiększeniu 50-krotnym

Takie duże „coś” – przykładowe zaznaczone strzałką, to śmieć, pęcherzyk powietrza oblepiony zarodnikami, później nie będzie go już widać.

Teraz ta sama włośnia w powiększeniu 100-krotnym, ze względu na minimalną GO dwa zdjęcia pokazują przednią i tylną część obserwowanej włośni. Już coraz fajniej widać zarodniki kurzawki, ale to wciąż drobny maczek 🙂

włośnia i zarodniki w powiększeniu 100-krotnym

włośnia i zarodniki w powiększeniu 100-krotnym

Na pierwszym zdjęciu zaznaczyłam pień włośni, od którego dichotomicznie rozdziela się włośnia, dichotomicznie, czyli każda końcówka włośni rozdwaja się, a takie rozdwojenia mogą nastąpić do 9 razy 🙂

Teraz w powiększeniu 400-krotnym będą już nieco wyraźniej widoczne te zarodniki ze sterygmami – sterygma to łącznik między podstawką, na której wyrasta zarodnik, a samym zarodnikiem, u kurzawek sterygma jest mocniej połączona  z zarodnikiem, niż z podstawką, dlatego tak to właśnie jest, że zarodniki „luzem” są ze sterygmami.

włośnia i zarodniki w powiększeniu 400-krotnym

Teraz dwa zdjęcia z tego samego 400-krotnego powiększenia, tylko jedno pokazuje ostro przód, a drugie tył obiektu, a wszystko to z powodu tej minimalnej GO.

włośnia i zarodniki w powiększeniu 400-krotnym

włośnia i zarodniki w powiększeniu 400-krotnym

No i nareszcie przechodzę do największego 1000-krotnego powiększenia, wykonanego z użyciem specjalnej techniki zwanej immersją, która umożliwia oglądanie pod obiektywem x100. Bez immersji to nie byłoby możliwe, a wygląda to tak, że umieszcza się kropelkę olejku immersyjnego między obiektywem, a preparatem i ogląda preparat przez warstewkę tego olejku immersyjnego 🙂 Sprytne, czyż nie? 😛

A więc, taddam!!! Oto włośnia kurzawki i jej zarodniki w powiększeniu 1000-krotnym!!! 😛

Oczywiście znów ze względu na malutką GO podaję dwa zdjęcia włośni, żeby można obejrzeć przód i tył obserwowanego obiektu 🙂

włośnia i zarodniki w powiększeniu 1000-krotnym

włośnia i zarodniki w powiększeniu 1000-krotnym

zarodniki w powiększeniu 1000-krotnym

zarodniki w powiększeniu 1000-krotnym

I to by było na tyle ….. 🙂

Aaaa, jeszcze jedno – kurzawka ma szansę oznaczenia – prawdopodobnie jest kurzawką czerniejącą Bovista nigrescens – a to po tym, że sterygmy zarodników są +/- takie długie jak średnica zarodnika, tylko powinnam jeszcze poobserwować więcej tych zarodników, żeby się o tym upewnić 🙂

Dodatkowo mogę powiedzieć, że we włośni widać wyraźniej jej grube ścianki, grube  na 1/3 grubości włośni, widać jej dychotomiczność, o czym już pisałam, a jeszcze przez porównanie z włośnią purchawki chciałabym dostrzec naocznie różnice pomiędzy włośnią typu Bovista, a włośnią typu Lycoperdon 🙂 No i te podstawki – w tak dojrzałym, zeszłorocznym grzybku nie dojrzę już podstawek, na których wyrastały zarodniki, bo ich już tam nie ma, za to są hialinowe (przezroczyste) sterygmy przy zarodnikach – też fajnie 😉

Wszelkie informacje i nazewnictwo za Rudnicka-Jezierska, Flora Polska, Grzyby (Mycota), Tom XXIII

The END

*****

I cóż,  Szanowni Czytelnicy, nie możecie mi chyba zarzucić, że nie popracowałam ….. 😉 🙂 😛

Wesołych Świąt!

„Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień Wigilijny
przy wejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie”

Cyprian Kamil Norwid

By Święta Bożego Narodzenia były wypełnione radością i miłością,
i by Nowy Rok spełnił wszelkie w nim pokładane nadzieje i marzenia…..

Wszystkim Gościom grzybowiska życzę WESOŁYCH ŚWIĄT !

🙂

A jako, że grzybowisko grzybowiskiem jest, oto gwiazdoszkowy-gwiazdkowy dodatek do świątecznych życzeń 🙂

gwiazdoszkowy-gwiazdkowy grzybek 😉 Geastrum striatum

Nie tylko niezwykły grzybek …

… bo historia znalezienia jednego z „moich” gwiazdoszy – gwiazdosza rudawego – też niezwykła 🙂 Zaczęło się od zagubienia aparatu komórkowego … a skończyło na znalezieniu grzybka podczas prób odnalezienia tej „komórki”, którą nota bene też po jakiejś chwili odnalazłam … Gdybym nie zagubiła tej komórki, to nie znalazłabym grzybków, zbiegi okoliczności są niekiedy naprawdę niezwykłe, niemal tak niezwykłe, jak znajdowane dzięki nim grzybki! 😛

Gwiazdosze są jednymi z najbardziej oryginalnych grzybów – ich kształt w niczym nie przypomina „typowego” grzyba z kapeluszem na trzonku, popatrzcie sami:

Geastrum rufescens - gwazdosz rudawy

Kształt gwiazdoszy wypracowała natura po to, żeby główka, w której mieszczą się zarodniki mogła znaleźć się powyżej poziomu gruntu, dla lepszego efektu rozsiania zarodników przez wiatr.  Gwiazdosze początkowo mają postać kulistawą, na szczycie stożkowato uwypukloną  i są zagłębione w ziemi. Gdy rosnąc wydostają się na powierzchnię zewnętrzna osłona tzw. egzoperydium pęka  i odgina się – w ten sposób powstają gwiaździste ramiona, które wynoszą główkę – to ta część osłonięta endoperydium – ponad poziom gruntu.

« Older entries