Gąska siarkowa

Gdyby ktoś zastanawiał się czemu ta gąska nazywana jest siarkową odpowiedź jest prosta – ze względu na barwę owocnika – taką siarkowożółtą. Jest jeszcze jedna charakterystyczna cecha tej gąski, a mianowicie jej zapach. Gąska siarkowa pachnie … karbidem! Właściwiej byłoby rzec – cuchnie karbidem 😦 Czemu tak, skoro wygląda całkiem ładnie? Ano, grzyby tak mają, ich owocniki mają w sobie różne chemiczne substancje, dzięki którym owocniki wykazują właściwe dla danego gatunku barwy, zapachy, smaki. Ze względu na substancje chemiczne w nich zawarte jedne gatunki są szkodliwe, wręcz trujące, inne wykazują właściwości lecznicze, inne są po prostu jadalne i smaczne.

Spójrzmy więc na tę gąskę jak na twór przyrody – grzybka w żółtym kolorze, zarówno powierzchnia, jak i miąższ tej gąski jest żółty 🙂 ale spójrzmy też na nią jak na całkiem zaawansowane laboratorium chemiczne specjalizujące się w  syntezie takich „ciekawych zapachowo” substancji 😉

Ponoć jest to gatunek pospolity, ale ja nie spotykam jej w wielu miejscach, znam jedną bardzo pewną miejscówkę, gdzie pojawia się co roku, a poza tym nieczęsto ją widuję. Gąska siarkowa powoduje lekkie zatrucia, ale kto tam by ją jadł, wystarczy powąchać, a zapach odrzuca 😉

pachnąca karbidem Tricholoma sulphureum gąska siarkowa

Reklamy

Z niedzielnego grzybobrania :-)

Prześliczna płachetka kołpakowata! No, powiedzcie sami, nie jest’że śliczna? 🙂

Rozites caperata w borze sosnowym 🙂

Minimum słów, bo pora późna, gdyż przyszło mi zmierzyć się ze zbiorem grzybków, z których część wymagała marynaty – drobne podgrzybki, część ususzenia  – większe podgrzybki, część sparzenia i zamrożenia – płachetki kołpakowate, a i prawdziwki dwa i jeden koźlarz pomarańczowożółty też wymagały słusznego potraktowania, a jakże 🙂

***

Rano 🙂

Płachetka kołpakowata – stan w sam raz do zbioru – wygląda tak, jak na poniższym zdjęciu. Oczywiście na zdjęciu jest już zebrana z miejsca wzrostu, zbieram ją poprzez podważanie od dołu trzonu. Grzybek ten wyrasta z przerobionej ściółki, głeboko spod mchu lub wrzosów. Podważając ją palcem od spodu, mam możliwość oglądać cały trzon i sprawdzić, że na pewno nie posiada muchomorowatej pochwy u podstawy trzonu. Nigdy dość ostrożności 🙂 W domu każdy grzybek  jest jeszcze raz obejrzany i wówczas go czyszczę od resztek próchniczej gleby, z której wyrósł.

Rozites caperata w całej okazałości 🙂

A tak wyglądał mój koszyk z Rozites caperata i Xeromocomus badius w rolach głównych 🙂

mój wczorajszy koszyk grzybiarza 🙂 potem jeszcze się napełnił 🙂

W moim wczorajszym koszyku grzybiarza widać ładnie płachetki, jest jeden gołąbek, którego zabrałam dla celów szkoleniowych, by go spróbować rozpoznać, no i podgrzybki brunatne też są widoczne 🙂

A niektórzy grzybiarze inaczej niż ja traktują płachetkę … 😦 Oto co znalazłam:

przypadkiem lub celowo przewrócona płachetka kołpakowata 😦

A jest to na pewno płachetka, bo kapelusz od góry wygląda tak:

przypadkiem lub celowo przewrócona płachetka kołpakowata 😦

Mieszkaniec ściółki leśnej, ale …..

….. równie dobrze mógłby być mieszkańcem rafy koralowej?

Tak bowiem po wyglądzie skojarzono tego grzybka, nazwano go koralówką poprzez porównanie z organizmami zamieszkującymi rafy koralowe 🙂 Inna nazwa brzmi „gałęziak”, a każda z tych nazw oddaje niecodzienne kształty tego grzybka 🙂

Sporo jest gatunków rodzaju koralówka, trudno jest je oznaczyć do gatunku na podstawie li’tylko cech makroskopowych, czyli tych widocznych gołym okiem. Większość z gatunków rodzaju koralówka jest obecnie bardzo rzadko spotykana, sporo z nich jest zaliczonych do kategorii E „wymierające” na Czerwonej Liście gatunków grzybów. Mikoryzowe gatunki koralówki bywają związane silnie ze środowiskami górskimi. Owocniki wielu gatunków mają spore rozmiary, porównywalne z rozmiarami siedzunia sosnowego. Ale taką drobną koralówkę, jaką ja spotkałam u siebie w kilku miejscach, można wypatrzyć pośród ściółki na nizinach. Rośnie ona na gałązkach leżących pośród ściółkowych liści.

Oczywiście drobiazg taki, wysokości pudełka od zapałek, wtapia się doskonale w  tło, ale od czego bystre oko i chęć pokazania kolejnego oryginalnego, niecodziennego grzybka w moim grzybowisku? Co prawda fotka nieco pozostawia do życzenia, to jest już kwestia mojej ustawicznej walki z czasem o każdą leśną chwilkę … Może kiedyś uda się ponownie spotkać koralówkę i sfotografować tak, jak tego warta 😮

Taka koralówka, wcześniej pokazywana buławka rurkowata, czy inne trudno dostrzegalne grzybki – wszystkie one dostrzeżone, sfotografowane, pokazane w grzybowisku, czy na innych stronach grzybowych, są grzybową odpowiedzią na zapytanie, co można znaleźć w leśnej ściółce, a można znaleźć wiele, bardzo wiele ….. I  jest jednym z  dowodów na to, że nie wolno ściółki leśnej bezmyślnie niszczyć, bo to jest zarówno wbrew przepisom o postępowaniu w lasach zawartych w Ustawie o lasach, jak i jest postępowaniem wymierzonym przeciwko najróżniejszym formom życia ukrytego w tej leśnej ściółce …. A przecież ja pokazuję niemal wyłącznie grzyby …..

Ramaria sp. - przykład grzybowego życia ukrytego w leśnej ściółce

Na różowo :-)

Chwilowo odchodzę od tematu maleńkich grzybeczków, bo co niektóre większe dziś mnie również zachwyciły i przyciągnęły, a jak tylko skończę z maksi-grzybkami-z dziś przejdę do tych malenieczkich 🙂 😮 😛

***

Jako pierwszy –  grzybek w sam raz dla małych dziewczynek, które uwielbiają różowy kolor 🙂 Oczywiście nie polecam tego TRUJĄCEGO grzybka do jedzenia, a jedynie do poszukania, pooglądania, pofotografowania 🙂

Na bazie zeszłorocznych doświadczeń i pomocy w rozpoznawaniu, jaką znajdowałam w zeszłym roku na w odniesieniu do bardzo podobnych grzybków znalezionych też w lesie liściastym, wówczas pod bukami, dziś pod olszą, brzozą, leszczyną –   stawiam tezę, iż jest to grzybówka czysta Mycena pura. Postaram się tę tezę  zweryfikować, o efektach napiszę, a póki co pokażę te różowe grzybeczki 🙂

Mycena pura - na razie na etapie domniemań, ale będę się upewniać

Mycena pura - na razie na etapie domniemań, ale będę się upewniać

Kartka z wakacji pachnąca maggi ;-)

Za oknem tak zimno, dziś rano trzeba było szyby samochodowe od lodu czyścić! Aż chce się sięgnąć po kartkę z wakacji, ciepłych, słonecznych, przemiłych, szklarskich wakacji, tym bardziej, że kartka ta interesująco maggi pachnie … Skąd ten zapach? Zaraz wyjaśnię 😮

Dnia pewnego lipcowego, wędrując przez Góry Izerskie, zanim na szczyt Wysokiego Kamienia dotarliśmy (fotka pierwsza), by na szczycie tym poszukać kosza na pozbierane po drodze śmieci (fotka druga), by w ten sposób spełnić choć jedno z życzeń fraszkopisarza Jana Sztaudyngera (fotka trzecia)  i z bardzo wysokiego kamienia przepiękną panoramę Karkonoszy podziwiać (fotka czwarta) zauważyliśmy, a raczej mój mąż zauważył ładnego grzybka (fotka piąta), bo ja w tym czasie fotografowałam pewnego maślaka żółtego :-). Znaleziony grzybek nie dość, że ładny, to jeszcze ciekawy, bo grzybek ten pachnie maggi, naprawdę! A zwie się on mleczajem płowym Lactarius helvus.

... zanim na szczyt Wysokiego Kamienia ...

... zanim na szczyt Wysokiego Kamienia ...

... by na szczycie tym poszukać kosza na zebrane po drodze ...

... by na szczycie tym poszukać kosza na zebrane po drodze ...

... by w ten sposób spełnić choć jedno z życzeń fraszkopisarza ...

... by w ten sposób spełnić choć jedno z życzeń fraszkopisarza ...

... i z bardzo wysokiego kamienia przepiękną panoramę Karkonoszy ...

... i z bardzo wysokiego kamienia przepiękną panoramę Karkonoszy ...

... mój mąż zauważył ładnego i ciekawego grzybka ...

... mój mąż zauważył ładnego i ciekawego grzybka ...

Później droga nasza wiodła nas jeszcze bardzo daleko i bardzo ciekawie, a pod koniec tej drogi na samym Zakręcie Śmierci (fotka szósta), na poboczu drogi,  cóż spotkaliśmy? Znów maggi pachnącego mleczaja płowego, oczywiście 🙂 😮 😛

... a pod koniec tej drogi na samym Zakręcie Śmierci ...

... a pod koniec tej drogi na samym Zakręcie Śmierci ...

Oto grupka owocników mleczaja płowego z samochodem w tle, przejeżdżającym właśnie przez Zakręt Śmierci:

Lactarius helvus na poboczu tragicznego zakrętu, a w tle samochód

Lactarius helvus na poboczu tragicznego zakrętu, a w tle samochód

I jeszcze rzut oka na powierzchnię kapelusza oraz mała impresja z Lactarius helvus w roli głównej 🙂

Lactarius helvus - powierzchnia kapelusza

Lactarius helvus - powierzchnia kapelusza

Lactarius helvus - impresja :-)

Lactarius helvus - impresja 🙂

Lactarius helvus - impresja druga, o ile można nazwać impresją niezbyt udane zdjęcie ;-)

Lactarius helvus - impresja druga, o ile można nazwać impresją niezbyt udane zdjęcie 😉

Ale co by nie powiedzieć, od wakacyjnych wspomnień cieplej się zrobiło … 🙂

A maggi-cznie pachnące grzybki można spotkać i latem, przykładem  mleczaj płowy, i zimą, o ile napotkamy na swoich leśnych ścieżkach pewne grzybowe „suche główki” 😛

Ognisty i piękny … :-)

Na początek – normalnie nie wyrabiam, wciąż mam zaległości z grzybkowymi gatunkami, które chciałabym pokazać w grzybowisku, a w międzyczasie z kolejnych wycieczek przywożę następne i następne do pokazania …. i nie wiem, co pokazać najpierw, a co później ….. W tym przypadku od przybytku aż głowa boli … 😦

Decyzja na dziś – pokażę znalezionego dziś i już rozpoznanego łuskwiaka ognistego – grzybek ten zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia swoją urodą, barwą, pięknymi łuseczkami, piękny jest!

Czy fotki to oddadzą? No, nie wiem, bo jak zwykle, światełko było tylko takie jakie zastałam, ale gdy podam kilka szczegółów, gdzie i jak go wyszukać, może znajdziecie swoje własne Pholiota flammans i podobnie jak ja zauroczycie się nimi? 😛

Do znalezienia łuskwiaka ognistego potrzebne są: wilgotne miejsce, las iglasty lub z domieszką gatunków iglastych – bo w nich poszukać musimy leżących pni drzew iglastych lub spróchniałych pniaków, termin od lipca do października i odrobina szczęścia, by spotkać ten gatunek, co nie powinno być bardzo trudne, bo on jest dość częsty 🙂

Jeśli dostrzeżemy w w/w okolicznościach ślicznej złotożółtej barwy owocniki z efektownymi tej samej barwy łuskami, to będzie oznaczało, że szczęście nam dopisało! 😮

Pholiota flammans - kapelusz młodziutkiego grzybka

Pholiota flammans – kapelusz młodziutkiego grzybka

Pholiota flammans - trzon młodziutkiego grzybka

Pholiota flammans – trzon młodziutkiego grzybka

Pholiota flammans

Pholiota flammans

Pholiota flammans - sorry za ułamany kapeluszek ...

Pholiota flammans – sorry za ułamany kapeluszek …

…. ale dzięki temu można dostrzec jaskrawożółtą barwę miąższu, który  po przecięciu przebarwia się czerwonobrązowawo  🙂

Życzę wszystkim, którym się spodobał ten grzybek, spotkania ognistego i pięknego łuskwiaka 😮

Jak foremeczki do babeczek, takie odwrócone :-)

Awizuję kolejny w moim grzybowisku gatunek – jest to gatunek rosnący na opadłych liściach oraz gałązkach, gałązeczkach drzew liściastych!!! 😮

Awizuję go tylko, bo dzisiejszego wieczora (a raczej dzisiejszej nocy, spójrzcie na wskazanie czasu w LG 😉 nie stać mnie już na więcej, a chcę też jeszcze zaawizować kolejny gatunek, który ma obiecane, że jak najszybciej się w grzybowisku znajdzie 😉

Tak więc o poniżej prezentowanym na fotce coś więcej jutro, a dziś tylko pytanie, jeśli ktoś czyta ten wpis – jakiego rozmiaru mogą być te grzybki na zdjęciu? Pojedynczo i w takiej grupce? ….. Tak na oko, bez zaglądania do atlasów … 🙂

…. następnego dnia …..

Jak podaje Atlas grzybów, twardzioszek obrożowy ma blaszki białe, rzadkie, przy trzonie połączone w kołnierzyk. W nazwie grzybka zaakcentowano tę cechę epitetem gatunkowym „obrożowy” 🙂

Marasmius rotula

Marasmius rotula

Marasmius rotula -  jego blaszki przy trzonie połączone w kołnierzyk

Marasmius rotula - jego blaszki przy trzonie połączone w kołnierzyk

Dzieżka krasawica ;-)

Nazwa grzybka wywodzi się z regionalizmów białostockich i oznacza „dzbanek” 🙂 Zważywszy, że grzybek potrafi osiągać średnicę 10 cm, to już mały dzbanuszek może udawać, prawda? Dalszy człon nazwy brzmi „pomarańczowa”, ale chyba Szanowni Czytelnicy zgodzą się ze mną, że tytułowa „krasawica” z tej dzieżki niewątpliwie JEST 🙂

Dzieżkę pomarańczową pokazaną na zdjęciu oglądałam i fotografowałam na cudnych Kaszubach, cudnych, bo tak blisko, maksymalnie kilkadziesiąt kilometrów od morza, a jednocześnie pejzaże jak w górach, i te jeziora ….. 🙂

Niedaleko siebie rosły owocniki w kolorach żywo pomarańczowym i ślicznym amarantowym – właśnie tą amarantową pokażę w pierwszej kolejności – ale chyba warto będzie tę pomarańczową też pokazać. Grzybki rosną na ziemi, w miejscach nasłonecznionych, tak więc tym razem z ilością światła do fotografowania kłopotu nie było 😉

Co do jadalności czytam  sprzeczne opinie, ale takiego efektownego grzybka chyba lepiej pozostawić w spokoju. Od czasu, gdy ujrzałam dzieżkę pomarańczową, a była jednym z pierwszych spotkanych przeze mnie workowców w kształcie „czarek/miseczek/dzbanuszków”, wyczekuję niecierpliwie spotkań z kolejnymi takimi 🙂

Aleuria aurantia

Aleuria aurantia

Tym razem to nie horror, choć ……

….. zaczęło się od grzybkowych „mumii”, ale skończyło ….. pyszną kolacyjką z gołąbka czarniawego 🙂

Wiosną 2008 w  różnych lasach liściastych dostrzegałam czarne zeschnięte grzyby blaszkowe i zastanawiało mnie, co to mogło być. Po jakimś czasie natrafiłam na bio-forumowy wątek, w którym ktoś zadawał na forum takie samo pytanie. Odpowiedź brzmiała – to może być gołąbek czarniawy Russula nigrescens, którego owocniki tak wolno się rozkładają, że pozostają w postaci czarnych zasuszonych „mumii” przez kilka miesięcy. Jeszcze dowiedziałam się, że grzybek ten jest jadalny, tylko w Polsce nie ma tradycji jego zbierania. A zatem, skoro jest jadalny i nawet smaczny, to wypada  już tylko poczekać do kolejnego sezonu, by świeże gołąbki czarniawe znaleźć i na patelnię z masełkiem wrzucić 🙂

We wrześniu znalazłam wreszcie moje grzybki jako świeże „prosto ze ściółki”, poświęciłam im niezbędną chwilkę czasu, by przekrojone poobserwować, gdy po chwili zaczęły ładnie czerwienieć na przekroju*, upewniłam się, że prawidłowo rozpoznałam. Grzybki, których czerwienienie sfotografowałam, były troszkę zaczerwione, ale znalazło się jeszcze kilka ładnych, wszystkie poddałam temu samemu testowi.

Kolacyjka była bardzo smaczna, chociaż opatrzona komentarzem męża: -„Co Ty jesz? Blaszkowce? Ja nie będę tego jadł!”. Na co moja odpowiedź brzmiała: – „Tak, blaszkowce, ale doskonale sprawdzone i bardzo smaczne, zjem sama” 😉

* białawy miąższ gołąbka czarniawego, po przecięciu w ciągu kilku minut zabarwia się łososiowoczerwono, szarzeje i następnie czernieje

Pokażę zarówno zeszłoroczne „mumie”, jak i wygląd  świeżego grzybka z różnych oraz efekt czerwienienia miąższu 🙂 Zdjęcia tym razem nie są wielce dekoracyjne, ale praktyczne dla rozpoznawania 🙂

Russula nigrescens - zeszłoroczne owocniki wiosną

Russula nigrescens - zeszłoroczne owocniki wiosną

Russula nigrescens - widok kapelusza od góry

Russula nigrescens - widok kapelusza od góry

Russula nigrescens - widok od spodu

Russula nigrescens - widok od spodu

Russula nigrescens - szerokie i grube blaszki

Russula nigrescens - szerokie i grube blaszki

Russula nigrescens - miąższ zaraz po przecięciu

Russula nigrescens - miąższ zaraz po przecięciu

Russula nigrescens - barwa miąższu po kilku minutach

Russula nigrescens - barwa miąższu po kilku minutach

 

 

Siedzącego przy pniaku sosnowym rozmyślania ….

…. Tak sobie siedzę przy tym sosnowym pniaku …. i tak sobie rozmyślam …., na przykład o tym, kto mógł wpaść na  pomysł, by mnie, pięknego grzyba o fantazyjnych „zakręconych” kształtach nazwać „szmaciakiem”, „szmaciakiem gałęzistym” 😦 😦 😦 Szczęście, że w końcu ktoś* wpadł na pomysł bym nosił miano siedzuna. I tylko zależnie od tego, czy chodzi o mnie „siedzącego” pod sosną, czy moich bliskich kuzynów siedzących pod drzewami liściastymi lub jodłą, to mamy w nazwie wpisane słowa: „sosnowy”, „dębowy”, „jodłowy” …. 🙂 Skądinąd wiadomo mi, że zmieniając nasze miano szmaciak na siedzuń, kierowano się względami estetycznymi. I bardzo dobrze! 🙂

* chyba zawdzięczam to Panu Profesorowi Wojewodzie 🙂 albo jakiejś Szanownej Komisji pod Jego przewodnictwem 🙂

Więc teraz mogę sobie siedzieć spokojnie przy tym sosnowym pniaku ciesząc się, że jestem prawnie chroniony, ale jednocześnie martwiąc się  trochę tym, że mam przypisaną kategorię R, jako rzadki, potencjalnie zagrożony wymarciem gatunek, Ojej, to bardzo smutne jest! 😦

Lubię rosnąć (cóż, jako pasożyt) u podstawy sosen, mój krótki trzon jest połączony z korzeniami drzewa, pod którym rosnę, a czasem też rosnę jako saprotrof na sosnowym drewnie…  Mam przyjemny korzenny zapach i łagodny orzechowy smak (ponoć smaczny jestem) i bardzo oryginalny kształt, sami popatrzcie, Basia zrobiła mi portret, wyszedł jak wyszedł, tak sobie, średnio, ale obiecała mi, że następnym razem lepiej się  postara  🙂

A kysz, nie zbierać mnie, nie niszczyć mnie, a kysz, a kysz …..

Sparassis crispa

Sparassis crispa