Wyczekane :-)

Czwarty rok wiosennego oczekiwania na czarki – grzybowe krokusy, szkarłatną ozdobę i prawdziwy klejnot runa leśnego, jak je określił  w 1993 r. profesor Władysław Wojewoda (Echa Leśne 4: 28, „Szkarłatna ozdoba”) …..

I już poznałam trzy miejsca, które ucieszyły mnie obecnością tych grzybowych klejnocików 🙂

Wyczekałam …. Grzybki zasłużyły na Galerię w grzybowisku!

Otóż  i ona – galeria szkarłatnych grzybków 😛

Reklamy

Wiosenna sałatka z grzybkiem ;-)

Zima jeszcze wciąż przed nami, dopiero nas czekają śniegi i mrozy, ale wkrótce po zimie, gdy zakwitną zawilce gajowe, pojawią się również towarzyszące im grzybki.

One nie tyle wiernie towarzyszą zawilcom, co raczej jako wyspecjalizowane pasożyty wykorzystują je pasożytując na korzeniach Anemone nemorosa.

Zatem klucz do znalezienia twardnicy bulwiastej, bo ten właśnie  gatunek jest  składnikiem  mojej „wiosennej sałatki”, stanowią: wiosenna pora roku – od marca do maja,  leśne zakątki porośnięte zawilcem gajowym oraz czas i chęć poszukania pośród tychże zawilców małych miseczek brązowego koloru wyrastających ze znajdujących się w  ziemi nieregularnie bulwiastych sklerot.

Przyjemności temu towarzyszących jest ogromnie wiele, by wymienić tylko: pobyt na świeżym powietrzu w cudne wczesnowiosenne dni, korzystanie z uroków otoczenia wypełnionego wiosennymi zapachami i świergotem ptaków, podziwianie ślicznie kwitnących roślin i do tego znajdowanie grzybków. A może gdzieś w pobliżu znajdą się również smardze, albo czarki szkarłatne ….. Jeśli tylko takie znalazłyby się, możemy się nimi nacieszyć, sfotografować, a potem pozostawić w największym spokoju, bo zarówno smardze, jak i czarki są objęte prawną ochroną gatunkową.

Anemone nemorosa - "jeden ze skladników wiosennej sałatki z grzybkiem"

Dumontinia tuberosa - "drugi ze składników tejże sałatki"

Tu co prawda grzybek rośnie tuż przy roślince o nazwie jaskier ziarnopłon, ale wkoło było wiele zawilca gajowego, a dodatkowo badaniem mikroskopowym potwierdzona była tożsamość grzybka 🙂 Tu podziękowanie na ręce Piotrka Ch.

Pojawiały się i znikały ;-)

Bardzo smaczny, podobno 🙂 Ale chyba stanąłby mi kołkiem, a raczej smardzem w gardle, gdybym go miała konsumować, nie dość, że podlega prawnej ochronie, to jeszcze na Czerwonej liście literka R przy nim. Mowa o Morchella esculenta smardzu jadalnym.

Z tego, co mi wiadomo, byłam wielką szczęściarą na skalę Polski znajdując swoje tegoroczne smardze! Nie dość, że znalazłam takie grzybki pierwszy raz w swoim życiu, to jeszcze, że w ogóle je znalazłam w tym roku, gdy aura dla smardzy była wyjątkowo niesprzyjająca. Pierwsze wrażenie ze spotkania było typu: „co to za dziwna, taka duża, szyszka” 😉 To na widok smardzyka, który chyba ze zmartwienia pochylił główkę niemal ku ziemi 😉 Bo właśnie ta duża szyszka okazała się smardzem.  Potem był drugi smardz, za chwilę trzeci, doszło do siedmiu. Już po tym pierwszym wykonałam „telefon do przyjaciela”  z radości!!! 🙂 Potem doniosłam, że mam już trzy smardzyki, a potem skupiłam się na udokumentowaniu stanowiska, wszak w przyszłym roku trzeba będzie sprawdzić czy tam znów coś „smardzuje” 🙂 Podczas tego dokumentowania było przezabawnie, bo smardze postanowiły zabawić się ze mną w ciuciubabkę! Co ja się naszukałam, nawypatrywałam, czwartego, gdy odeszłam od niego na chwilę, bo dostrzegłam piątego, straciłam nadzieję na ponowne ujrzenie siódmego, gdy swoje fotogrzybowanie skupiłam na szóstym, gagatki jedne, ale w końcu przechytrzyłam wszystkie i pożegnalne kolejno odlicz od 1 do 7 zostało pomyślnie wykonane 🙂

A całość akcji rozgrywała się w cudownej kwietniowej aurze, przy śpiewie ptaków, w śliczną wiosenną niedzielę, gdy kwitły ostatki zawilców, a zakwitały pierwsze szczawiki 🙂

kwietniowa aura

kwietniowa aura

 

Morchella esculenta

Morchella esculenta

Morchella esculenta

Morchella esculenta