Żagwie trzy :-)

I znów na zmianę z cyklem „O tym, jak …” tym razem mała wzmianka o trzech gatunkach z rodzaju żagiew Polyporus sp. Wzmianka głównie fotograficzna, jako, że oglądanie zdjęć w listopadowy wieczór, gdy ciemno i zimno za oknem, budzi tęsknotę za ruszeniem gdzieś w teren z aparatem fotograficznym (i statywem, dodam gwoli ścisłości ;-)) tudzież innymi akcesoriami po to, by szukać natchnienia do łapania w kadr różnych przejawów grzybowego życia …..

Oto foto-wspomnienie o grzybach napotkanych kiedyś w ciepłe dni wczesnego lata, gdy w pewien czerwcowy dzionek zawitałam do ulubionego lasu ….. gdy w pewien lipcowy poranek jechałam przez miasto do pracy …. a w czerwcowy dzień kolejnego roku odwiedziłam urokliwy zakątek w dolinie niewielkiej rzeczki …. Pierwszym razem napotkałam żagiew kasztanowatą Polyporus badius (jak sądzę), drugim młodziutką żagiew łuskowatą Polyporus squamosus, a trzecim razem żagiew orzęsioną Polyporus ciliatus ….

dsc_7250_4

dsc_0530

dsc_1635__2_-2

Reklamy

O tym, jak znalazłam grzybki …. na trzcinie

O grzybówce trzcinowej Mycena belliae pierwszy raz usłyszałam jakieś osiem lat temu …. Później przez długi czas żyłam w przekonaniu, że szukanie jej to dość ekstremalne zadanie, bowiem jak szukać grzybków, które wyrastają na łodygach trzcin rosnących w wodzie, na linii woda-powietrze? …. Zakładać wodery i brodzić przy nadjeziornych trzcinowiskach? Z łódki obserwować myko-życie szuwarów trzcinowych? Wodery można kupić, łódkę można wynająć, ale jednak mimo wszystko dość trudne to się wydawało, bo przy trzcinach bywa grząsko, a łódka może się nawet wywrócić, gdy się za bardzo z niej wychylać ….

W takim przeświadczeniu o trudnościach związanych z poszukiwaniem tego szalenie ciekawego gatunku pozostawałam przez kilka lat. Jesienią 2012 r. w pewien zimny listopadowy dzień zerknęłam nawet z daleka na trzciny nad odwiedzonym wówczas jeziorem, ale pomyślałam … brr, tak zimno, gdzie mi tam do wody wchodzić i marznąć szukając choćby najciekawszego grzybka 😉

dscf7439

Potem zaczęły się doniesienia na bio-forum, że ktoś z północnej Polski znalazł u siebie grzybówkę trzcinową. Wówczas znów wzrastała chęć poszukania jej u siebie, ale do samego szukania nie dochodziło, to i efektów żadnych być nie mogło. Rok temu ….. znów zaczęto donosić o znalezieniu nowych miejscówek grzybówki trzcinowej w północnej Polsce … To był już sygnał nie do zlekceważenia, w końcu trzeba było przystąpić do szukania. Poprosiłam jednego ze znajomych o opis siedliska, w którym znalazł swoje grzybki i pewnego dnia wyruszyłam w teren ….. Tego dnia nie przepuściłam żadnemu mijanemu trzcinowisku, co opłaciło się o tyle, że inne ciekawostki udało się poznajdować, zarówno w trzcinowiskach, jak i „pałkowiskach”, jeśli można tak żartobliwie określić szuwar pałki Typha sp. Jednak czas mijał i żadnego, choćby jednego malutkiego, owocniczka Mycena belliae nigdzie nie dostrzegłam. W końcu trafiłam na szuwar trzcinowy rosnący w podmokłym miejscu porośniętym także wierzbą krzaczastą i zaczęłam mu się przyglądać stąpając ostrożnie i wyczuwając twardszy grunt w tych podmokłościach ….. I wówczas wzrok mój padł na pierwszy mój własny wielkopolski owocniczek grzybówki trzcinowej! Yes. yes, yes! Jest grzybówka trzcinowa, jest Mycena belliae, jest moja pierwsza, śliczna grzybówka na trzcinie! To pierwsze znalezienie miało miejsce  rok temu , dokładnie 22 listopada, a później na przełomie listopada i grudnia jeszcze w kilku miejscach udało się wyszukać te grzybki. Każdemu znalezieniu towarzyszyła niezwykła radość połączona z poczuciem pewnej ulgi, że nie trzeba koniecznie w woderach do głębokiej wody wchodzić, ani łódką do trzcin dopływać, że można ją znaleźć brodząc w kaloszach w niezbyt głębokiej wodzie, albo nawet na gruncie dość wilgotnym, ale pozwalającym się utrzymać na jego powierzchni. Taka oto recepta na znalezienie tego grzybka okazała się być skuteczną i zaowocowała znalezieniem kilku pierwszych stanowisk Mycena belliae w Wielkopolsce. Koniecznie teraz muszę o tym napisać, nie tylko w moim grzybowisku, ale również do któregoś z pism przyrodniczych 🙂

Oto moja pierwsza, najpierwsza Mycena belliae 🙂 ta bynajmniej nie rosła na linii woda-powietrze, wyrastała z wnętrza trzcinowej łodygi 🙂

dsc_1011_2

Drugie z tego samego dnia rosły książkowo, jak należy, a wyglądało to tak:

dsc_1038_2

A następne tegoż samego dnia zastałam w sytuacji, gdy moczyły sobie nóżki w wodzie 😉

dsc_1081_2

A kilka dni później nadarzyła się sposobność, że mogłam sobie „poszaleć” fotograficznie z jedną taką natrzcinową ślicznotką 🙂

zima-dsc_1199_3

Tylko dwie ważne uwagi dla wszystkich chętnych pobuszować po trzcinowiskach za tą grzybówką i innymi grzybkami:

1. szuwary, w tym trzcinowe bywają schronieniem zwierząt, więc trzeba uważać, żeby jakiegoś zwierza nie spłoszyć, tym bardziej, że nie wiadomo, JAKI zwierz może się kryć w takim szuwarze, a że są schronieniem, to widać wyraźnie, gdy się wkracza w dany szuwar i widzi się wydeptane przez zwierzęta ścieżki

2. trzeba uważać na podmokłości, żeby były bezpieczne!!! żeby nie były grząskie i nie wciągnęły jak bagno ….

O wszystkim tym każdego chętnego szukać tej grzybówki ostrzegam, ostrożność zalecam i o rozwagę proszę 🙂

Uszaki bzowe …. czy mogą się podobać?

Na chwilkę odchodzę od cyklu „O tym, jak …..” dla pokazania pewnych uszaków, nad którymi spędziłam tyle czasu, że można się zastanowić, czy to jeszcze mykologia, a właściwie foto-mykologia, czy już laryngologia 😉

W niedzielę wybrałam się na foto-polowania grzybowe i jednym z tematów, któremu poświęciłam chwilę czasu były uszaki bzowe, rosnące odpowiednio dla siebie, na uschłym konarze czarnego bzu. Uszaki rosły dość wysoko, na tyle wysoko, że mimo maksymalnego wysunięcia nóg mojego statywu, nadal obiektyw aparatu musiałam kierować w górę. To dawałoby pewne możliwości „łapania blików”, ale w moim układzie oświetlenia i tła bliki zamieniały się w nieładne przepalenia 😦 Jednak zachęcono mnie do tego, aby spróbować przez kadrowanie pozbyć się tego, co nieładne, co też uczyniłam 🙂 Spróbowałam tym sposobem uwydatnić na wykadrowanych fotografiach to, co wydawało się warte pokazania 🙂 Czy się udało? Czy zwykłe, pospolite, prozaiczne uszaki bzowe mogą się podobać? 🙂

dsc_0313_2

dsc_0300-tototo

dsc_0313_3

dsc_0284_2

O tym, jak znalazłam podgrzybka tęgoskórowego

We wrześniu tego roku w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu odbywała się wystawa grzybów żywych. Wystawy te od kilku lat towarzyszą imprezie o nazwie „Urodziny Botanika”, Botanika, ponieważ takim sympatycznym skrótem określa się poznański Ogród Botaniczny 🙂 W tym roku z całą przyjemnością przyłączyłam się do przygotowań i pomagałam w prowadzeniu wystawy podczas dwóch dni jej trwania 🙂

W piątek przed wystawą pojechaliśmy zbierać okazy grzybów na wystawę. Zapewne wszyscy pamiętają, że wrzesień tego roku był bardzo suchym miesiącem i trzeba się było bardzo starać, aby znaleźć okazy na wystawę. Starania nasze przyniosły rezultaty i udało nam się wrócić z całkiem udaną kolekcją okazów. Okazy zostały przygotowane do wystawy, poukładane na stolikach wystawowych i tę część przygotowań mogliśmy zamknąć i pożegnać się do następnego dnia.

W piątek uzbieraliśmy różne okazy grzybów jadalnych, niejadalnych, trujących, mieliśmy „pary” gatunków podobnych do siebie, ale różniących się jadalnością, mieliśmy przykłady grzybów nadrzewnych, mieliśmy „jajo” sromotnika smrodliwego, które właściwie i ostrożnie traktowane przetrwało w postaci jaja do końca wystawy …. Nie mieliśmy jednak czubajki kani …. Nigdzie na nią natrafiliśmy, więc przyszło mi na myśl, żeby jadąc w sobotę na wystawę „zahaczyć” o miejsca (łąka i las), gdzie widywałam dorodne czubajki kanie … Miałam pewną, choć niewielką, nadzieję, że może wbrew ogólnej suszy wyrósł tam, specjalnie dla mnie, choć jeden owocnik ….. 😉

Z rana zjawiłam się w tym miejscu … obeszłam łąkę … obeszłam fragment lasu niedaleko tej łąki. Inne grzyby dopisywały, na skraju łąki pod rosnącymi tam topolami rósł mleczaj różowoblaszkowy Lactarius controversus, w lesie pod dębami żagwica listkowata Grifola frondosa, pod sosnami siedzunie sosnowe Sparassis crispa, prócz tego mnóstwo tęgoskórów cytrynowych ….. czubajki kani ani jednej 😦 Nie poddawałam się jednak, chodziłam, szukałam, aż w pewnym momencie zobaczyłam coś, czego jeszcze w naturze nie znalazłam sama ani razu! Otóż ujrzałam dwa tęgoskóry i wyrastające spod nich owocniki podgrzybków! Był to zatem ni mniej, ni więcej tylko podgrzybek tęgoskórowy, inaczej pasożytniczy! Chciało się zawołać „hurra, mam podgrzybka pasożytniczego”! 🙂 Jako gatunku chronionego zebrać go nie mogłam, ale mogłam zapamiętać jego lokalizację i przyjechać ponownie, żeby w spokoju porobić zdjęcia, tego dnia bowiem musiałam się już spieszyć na wystawę 🙂 Drogę do tęgoskórów z podgrzybkami starałam się zapamiętać, znaczyły ją różne punkty charakterystyczne, ambona myśliwska, jakieś śmieci, które ktoś nieopodal powyrzucał …. Dzięki tym znakom, z pewnym trudem, ale udało się dotrzeć ponownie do moich podgrzybków, wówczas powstały zdjęcia, także lokalizacyjne, także zapis koordynatów GPS, wszystko po to, aby tę miejscówkę móc monitorować w przyszłym roku i w kolejne lata 🙂 I tak szczęśliwy traf sprawił, że trafiłam wówczas właśnie do tego lasu, gdzie czekał na mnie podgrzybek tęgoskórowy …. 🙂 Gdyby nie potrzeba szukania czubajki kani na wystawę grzybów żywych ….. taki szczęśliwy traf 🙂

Z informacji wymienianych później z innymi „grzybolubami” wynikło, że ten rok sprzyjał podgrzybkowi tęgoskórowemu, fajnie, że i mnie udało się wykorzystać tę szansę znalezienia go, tym bardziej że był to mój pierwszy Xerocomus parasiticus 🙂

dsc_0051-1

dsc_0319-2

O tym, jak znalazłam grzybki … dzięki Grzybowo Naturowo

Grzybowo Naturowo to strona funkcjonująca w ramach programu edukacyjnego o grzybach finansowanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, a realizowany przez Białowieski Park Narodowy w latach 2014-2016.

W czerwcu Grzybowo Naturowo zachęciło do poszukiwań kruchaweczki Psathyrella typhae wyrastającej na obumarłych pędach roślin wodnych, przede wszystkim pałki Typha sp.

Po takiej zachęcie długo nie zwlekałam i jak tylko pojawiła się sposobność do wycieczki i pobuszowania w jakichś szuwarach, uczyniłam to 🙂 W szuwarze, co prawda nie pałkowym, tylko oczeretowym, porastającym brzeg  Warciska – starorzecza Warty, oczom moim ukazały się malutkie, a frapujące grzybki 🙂 Wciąż czekają na oznaczenie mikroskopowe dla potwierdzenia gatunku, jednak jeśli chodzi o rodzaj to sądzę, iż jest to właśnie kruchaweczka Psathyrella sp. Ciekawostką może być, iż miejsce znalezienia, czyli rzeczone Warcisko znajduje się bardzo niedaleko piaszczystej łachy z prezentowanym niedawno strzępiakiem Inocybe cf. impexa. Tak blisko siebie, tak skrajne siedliska, tam piach, tu przybrzeżny szuwar, tam grzybki napiaskowe, psammofilne, a tu grzybki, które upodobały sobie bliskość wody i obumarłe pędy roślin wodnych ….

A wracając do Grzybowo Naturowo … gdyby nie realizowany przez autorów tej strony program edukacyjny i zachęta do poszukiwań gatunku, kto wie, kiedy wybrałabym się po ten szuwarowy kruchaweczkowy drobiazg … A tak … jedna próba i trafienie w punkt 🙂

Miejsce akcji i grzybki poniżej 🙂 Fotografie grzybka trzeba będzie koniecznie kiedyś poprawić, na razie tylko taki dokument z akcji „kruchaweczka z szuwaru”.

Warcisko i szuwar oczeretowy, którego fragment został wycięty przez wędkarzy dla uzyskania dostępu do wody:

dsc_1815

Pierwszy zauważony grzybek:

dsc_1818-1

Siedlisko z grzybkami:

dsc_1839-1

Próby sportretowania grzybków …, to okazało się tego dnia zadaniem zbyt trudnym dla mnie 😦

dsc_1844-1

dsc_1848-1

W końcu i ja, i mój sprzęt musiały chwilkę odpocząć 😉 nad tymżeż Warciskiem 🙂

dsc_1868

A tu grzybki w rozmiarze rzeczywistym, w pudełku po zapałkach 🙂

dsc_1865-2

O tym, jak znalazłam grzyby ….. na piasku

Powie ktoś …. niemożliwe …. a jednak ….

Dla grzybów nie ma rzeczy niemożliwych 😉 co im tam piach, co im tam susza, im wystarczy nieco wilgoci kilka cm pod rozgrzaną powierzchnią piasku i już 🙂

A tak naprawdę, to nie za bardzo znam już odpowiedź na pytanie, jak one to robią, że nawet na piasku rosną, a przecież  znanych jest całkiem sporo takich napiaskowych gatunków …., dziś pokażę jeden z nich, taki, którego udało mi się w tym roku namierzyć, gdy pochylając się nad łachą piasku w szeroko pojętej dolinie Warty, oczekiwałam innego napiaskowego, a znalazłam tego – strzępiaka, być może strzępiaka wydmowego, a ponieważ na razie być może więc Inocybe cf. impexa. Moje „pochylanie” nad tą łachą miało miejsce w pierwszej dekadzie maja i było strzałem w dziesiątkę, jak chodzi o efekt tegoż pochylenia 🙂 W tym przypadku rzeczywistość wyprzedziła moje marzenia …. jeszcze nie zdążyłam zamarzyć o takim gatunku, a już go spotkałam, było to całkiem niespodziewane, ale jakże ekscytujące! 🙂

A otóż i on – grzybek napiaskowy – na fotografii, jednej z wielu, bo zawsze w takich okolicznościach, najpierw jest znalezienie, potem radość ze znalezienia, a potem dłuuuugie poszukiwanie jak najlepszego kadru 🙂

wiosna-dsc_1923

O tym, jak znalazłam rozetkę wierzbową …..

…. i dlaczego należy nie ustawać w szukaniu jej w całej PL 🙂

Tym razem posłużę się słowami, które już kiedyś o rozetce wierzbowej napisałam …..  a to z takiego powodu, że zaraz muszę zasiąść pilnie do pracy nad ….. grzybami (to dość oczywiste, ale dodaję, jakby się kto nie domyślił … 😉 ), a poza tym niedawno obiecałam o tym grzybku związanym ze szczeciniakiem tabaczkowym, inaczej żółtobrzegim napisać 🙂

/…/ Należąca do gromady grzybów workowych rozetka wierzbowa Hypocreopsis lichenoides jest szczególnie interesująca. Została znaleziona w 2002 r. na Pomorzu Zachodnim jako gatunek nowy dla Polski (Stasińska, 2004). Rozetka wierzbowa tworzy na pniach i gałęziach głównie wierzby bardzo charakterystyczne pomarańczowo-brązowe promienisto-palczaste podkładki, zawierające owocniki typu perytecjum. Obecność rozetki na gałązkach wierzby wiąże się z występowaniem na  nich szczeciniaka żółtobrzegiego Hymenochaete tabacina,  na którego grzybni rozetka pasożytuje. Znalezienie już w sierpniu charakterystycznych rozpostarto-odgiętych owocników Hymenochaete tabacina (ujętego na czerwonej liście z kategorią R – rzadki) zachęcało do październikowych poszukiwań rozetki, które zakończyły się znalezieniem jednej podkładki na uschłej cienkiej gałązce wierzby opanowanej przez szczeciniaka  żółtobrzegiego. /…/

Stasińska M. 2004. Hypocreopsis lichenoides (Fungi, Ascomycetes), new to Poland. Acta Soc. Bot. Pol. 73(2): 135-137 /…/

Powyższe pochodzi z opracowania z 2013 r., w którym zamieszczone zostały wstępne dane o grzybach wielkoowocnikowych Macromycetes pewnego pięknego uroczyska w Lasach Środkowopomorskich 🙂

Od czasu pierwszego znalezienia rozetki wierzbowej w Polsce w 2002 roku do czasu, gdy ja znalazłam swoją pierwszą (i zarazem na razie ostatnią), znanych było kilkanaście stanowisk tego gatunku w PL. Wszystkie polskie stanowiska rozetki wierzbowej znajdują się na Pomorzu. Dzięki pilnym poszukiwaczom rozetki na Pomorzu znanych i opublikowanych  jest obecnie około 20 jej stanowisk. Potem „długo długo nic” i kolejne stanowisko, o którym wiem od Znajomego, że znajduje się tuż poza granicami Polski u naszych południowych sąsiadów. To teraz zrozumiałym już jest, dlaczego warto podejmować próby znalezienia jej w całej PL, odwiedzając miejsca, gdzie jej żywiciel, szczeciniak żółtobrzegi (tabaczkowy), opanował uschłe gałęzie wierzb krzaczastych, prawda? Sama szukam, jak tylko czas na to znajduję, innych zachęcam do poszukiwań 🙂

hypocreopsis_lichenoides_dsc_5717

 

O tym, jak znalazłam grzybówkę niebieskoszarą ….

Krótko? Po drodze do pracy, po prostu, jechałam do pracy …. i znalazłam 😉

Dłużej? No to kilka szczegółów 🙂

W pięknym parku miejskim, przez który przejeżdżam rowerem w drodze do pracy rosną, prócz wszelkich innych ciekawych grzybów, także gwiazdosze potrójne …. Skoro nastała pora owocnikowania gwiazdoszy to należy zerknąć, jak się mają, nieprawdaż? Jaaaaaasne 🙂 A skoro mają się dobrze, to należy się naszykować, żeby kolejnego dnia odwiedzić je z aparatem fotograficznym i uwiecznić w postaci pliku co najmniej JPG, jak nie NEF, nieprawdaż? Jasne 🙂  A skoro odchodząc od gwiazdoszy wzrokiem ciekawym omiata się otoczenie i dostrzega jakieś białe drobinki na zielonych omszałościach drzewa nieopodal, to należy do drzewa podejść i je z bliska obejrzeć, nieprawdaż? Oczywiście! 🙂 A skoro obok białych malutkich kapelutków dostrzega się kapelutki niebieskoszare, to co? ….. To właśnie w TYM momencie znajduje się grzybówkę niebieskoszarą! 🙂 🙂 🙂 Ot tak po prostu, po drodze do pracy ….. 🙂

To co się dzieje później, to już dłuższa historia 🙂 Trzeba następnego dnia wziąć z sobą ten aparat fotograficzny … i statyw …. i inne sprzęty, a że droga do pracy daleka i część jej pokonywana rowerem, to tym razem z całym tym osprzętem trzeba się wybrać autem, żeby łatwiej go przemieścić najpierw z domu do pracy, a z potem z pracy do tego miejsca docelowego z grzybkami 🙂 Trzeba pojechać do pracy szybciej, żeby móc wyjść wcześniej, a to może się nie udać od razu, pierwszego planowanego dnia …. bo nawet jak pojadę szybciej, to nie cierpiące zwłoki obowiązki i tak nie dadzą wyjść szybciej 😦 bo jak w końcu któregoś dnia prawie mogę wyjść szybciej, to i tak mam pewne opóźnienie, ale szczęśliwie jeszcze za dnia jasnego wychodzę, podjeżdżam autem w pobliże miejsca docelowego z grzybkami, zabieram plecak z aparatem, statyw, plecak ze sprzętem innym, w tym okulary, lupkę, scyzoryk, pojemnik na okazy i inne niezbędności, i wreszcie idę na fotołowy, i okazołowy 🙂 🙂 🙂 Później dość szybko robi się ciemno, więc naświetlania trwają do 30 (słownie trzy-dzie-stu) sekund, ale w końcu jest sukces! Mam sfotografowaną grzybówkę niebieskoszarą Mycena pseudocorticola! Dokumentalnie, bo dokumentalnie, ale mam! 🙂 Może jak pojawią się nowe młode owocniki, to dam radę ponownie wykonać pomyślnie wszystkie czynności opisane w tym akapicie i wyjdzie coś mniej „dokumentalnego” 🙂 Ale dzień coraz krótszy jest, więc pewności nie mam, czy to się uda … w tym roku ….

Wszystko, co opisałam powyżej, odbyło się w ciągu ostatnich kilku dni i prócz wszystkich opisanych okoliczności nastąpiła jeszcze jedna – ochłodziło się, a nawet przymroziło i grzybki wczoraj fotografowane nie były w takiej kondycji, jak znalezione kilka dni temu …. szczególnie po jednym skapciałym kapelutku to widać 🙂 na ostatniej fotografii, ale nawet i taka też fajna jest, nieprawdaż? Taka szczególnie „dokumentalna” 🙂 🙂 🙂

Tym razem znalezienie potrwało dużo krócej, niż późniejsze podejście do fotografowania 🙂 zadecydował szczęśliwy traf, zbieg okoliczności …, wielu grzybków długo nie znajduję mimo poszukiwań, ale to już temat na zupełnie inną opowieść … 🙂

dsc_0137

 

dsc_0147

 

dsc_0141

O tym, jak znalazłam grzybka naporostowego …..

Po pewnej wymianie zdań na Facebooku na temat rozetki wierzbowej zyskałam znów motywację, aby wybrać się na poszukiwania tego grzybka w miejsce, gdzie mogłaby ona występować, gdyby tylko zechciała ….. 🙂 Więcej szczegółów, dlaczego właśnie tam uparcie jej szukam, napiszę następnym razem, a tymczasem ….

Jak tylko dotarłam do położonego w lesie łozowiska od razu znalazłam przyczynek do tego, aby porozmyślać na temat, ile w moim znajdowaniu grzybów celowego działania, a ile cudownego przypadku, takiego zbiegu okoliczności, że właśnie tu i teraz się znalazłam, gdy tu i teraz coś tak ślicznie owocnikuje ….. Bo nie sposób wytłumaczyć, jak to jest, że w sporym łozowisku wybiera się taką ścieżkę, na której już po kilku krokach znajduje się kilka łososiowych grudek naporostowego grzybka Illosporiopsis christiansenii! Przez jakiś czas rozglądałam się za kolejnymi łososiowym grudkami tego ciekawego grzybka … nie znalazłam …. w tym jednym miejscu rosły! Nie mam żadnego „przepisu” na znajdowanie Illosporiopsis christiansenii, jedynie duży łut szczęścia, by trafić na niego tam, gdzie wyrośnie jako pasożyt na złotoroście ściennym (Xanthoria parietina) albo obroście drobnym (Physcia tenella). Mnie taki łut szczęścia dzisiaj dopisał i sprawił, że gdy tylko spojrzałam na pewną gałązkę wierzby porośniętą porostami, to na tych porostach zauważyłam łososiowego koloru grudki, z których jedna była całkiem spora (w skali możliwości tego gatunku 🙂 ), a dzięki swojej barwie wszystkie wyraźnie odróżniały się od tła niebieskawych porostów 🙂 Tak to wyglądało na pierwszy rzut oka:

dsc_0033

a tak na drugi: 🙂

dsc_0101

W miejscu, dokąd dziś dotarłam, aby poszukać ciekawostek, mogłam także nacieszyć się możliwością wykonania fotografii grzybków, które już od dawna tam obserwuję 🙂 Jednym z takich grzybków jest talerzyk szkarłatny Cytidia salicina, od dawna marzę o tym, aby zrobić zdjęcia, które ukażą urok tego niezwykłego i rzadkiego grzybka … Na razie takie fotki z dziś 🙂

dsc_0113

dsc_0143

Kolejnym ciekawym gatunkiem porastającym uschłe gałęzie wierzbowe w tym łozowisku jest kisielnica wierzbowa Exidia recisa 🙂

dsc_0182

dsc_0052

A ostatnim dziś prezentowanym gatunkiem stamtąd jest szczeciniak tabaczkowy, inaczej żółtobrzegi Hymenochaete tabacina … przyczyna poszukiwania tam rozetki wierzbowej, tej jednak znów nie znalazłam, a czy kiedykolwiek gdziekolwiek to mi się udało, to już opiszę następnym razem 🙂

dsc_0284

dsc_0300

O tym, jak znalazłam pałecznicę czerwonawą

Bardzo wiele jest gatunków grzybów o tak maleńkich rozmiarach, że dla ich znalezienia trzeba się uciekać do rozmaitych sposobów, używać lupy, celować w określony substrat itp. Do malutkich, choć wcale jeszcze nie najdrobniejszych, należy pałecznica czerwonawa. Ma ona postać podłużnej białej „główki” na cieniutkim jak najcieńsza niteczka trzonku. Jest to grzybek, którego najczęściej nie dostrzeże się wcale, albo jak już, to przy okazji pochylenia nad innymi grzybami. Można też specjalnie dla niej spoglądać na ściółkę pod olszami o tej porze roku jaką właśnie mamy ….. W opisywanym przypadku u mnie zadziałały dwie pierwsze okoliczności. Prawdopodobnie nie dostrzegłabym jej, gdybym nie pochyliła się nad masowo wyrastającymi, bardziej okazałymi „makaronikami” innego gatunku. Gdy uklękłam nad aparatem umieszczonym na statywie, mając pod kolanami kawałek folii przeciw zamoknięciu spodni na kolanach i zaczęłam obiektywem aparatu „celować” w te inne bardziej okazałe owocniki, bardzo pociesznie całym łanem wyrastające na składnikach ściółki ….. wzrokiem natknęłam się na pierwsze maleńkie podłużne białe „główki” pałecznicy wyrastające na ogonku liściowym starego liścia olszy ….. potem nie ruszając się z miejsca …. wciąż klęczałam na tej folii i tylko rozglądałam dookoła siebie ….. stopniowo zgromadziłam piękną kolekcję Typhula erythropus 🙂 🙂 🙂 wzrost kolekcji dokumentowałam fotograficznie, więc na poniższych zdjęciach można zobaczyć jak to wyglądało 🙂 W pewnym momencie uznałam, że dość owocników już uzbierałam i poświęciłam chwilę na sfotografowanie jednego z owocników … Ech, to było jak najcięższa orka na ugorze 😦 z wielkiej liczby ujęć i rozmaitych prób szczęśliwie udało się w domu wysortować TO JEDNO zdjęcie, poprzez które mogę ukazać grzybka będącego bohaterem obecnego wpisu 🙂 i drugie, gdzie obok jednogroszówki ukazuję rozmiar grzybka dumnie zwanego pałecznicą, i to czerwonawą 😉 Jednocześnie opisywany przypadek daje wyobrażenie, po jak ogromnej liczbie owocników pałecznicy depcze się przechodząc przez jesienny ols. Ona występuje masowo, a tylko znikomość kształtu i rozmiarów sprawia, że najczęściej jest po prostu przeoczana ….dsc_0268_5

dsc_0275_2-kopia

A tak wyglądał stopniowy wzrost kolekcji owocników Typhula erythropus od chwili, gdy jeszcze jej nie dostrzegałam, aż do finału zbioru kolekcji 🙂 Do uwidocznienia kolekcji podczas jej zbioru użyłam listka olszy 🙂 Może warto by wykadrować ten listek z jego zawartością, ale w takich rozmiarach, w jakich to pokazuję, lepiej można wyobrazić sobie całą sytuację w realu …. maleńkość okazów i to, że naprawdę trzeba się pochylić nad tą ściółką, inaczej przeoczy się pałecznicę, choć będą tam jej tysiące  ….. 🙂

dsc_0224

dsc_0225

dsc_0226

dsc_0227

dsc_0229

dsc_0231

dsc_0233

dsc_0241

« Older entries Newer entries »