Łuskwiaki trzy :-)

Wybrałam trzy gatunki łuskwiaków o pewnych cechach wspólnych (żywiciela lub wyglądu), a jednocześnie różnych bardzo pod względem częstości występowania. I tak, gdyby zacząć od tych o podobnym żywicielu to jako pierwsze zostaną zaprezentowane, oba znalezione przeze mnie na brzozach, łuskwiak żółty Pholiota alnicola i łuskwiak włóknistołuseczkowy Pholiota heteroclita. Łuskwiak żółty ma jak dotąd rzadkie notowania w Polsce, a łuskwiak włóknistołuseczkowy opatrzony jest kategorią E (wymierające), a dodatkowo od 2014 objęty ochroną częściową. Oba znalezione zostały, jak przystało na takie grzyby, w lesie 🙂 co ciekawe, jednego dnia i w jednej lokalizacji, a wyglądało to dla łuskwiaka żółtego tak:

dsc_0401

dsc_0410

a dla łuskwiaka włóknistołuseczkowego tak:

dsc_0459

dsc_0464

Nieco podobny wyglądem do tego drugiego, łuskwiaka włóknistołuseczkowego, ale różniący się zdecydowanie rodzajem żywiciela (topole i drewno topolowe) jest łuskwiak topolowy, inaczej niszczący Pholiota populnea (P. destruens). Ten łuskwiak nie zna chyba żadnych ograniczeń, poza żywicielem, i spotkać można go dosłownie wszędzie tam, gdzie występują osłabione topole lub drewno topolowe we wszelkiej postaci, a jak wszelkiej to, myślę, troszkę ukażą poniższe fotografie …

Otóż i tu jest łuskwiak topolowy „za kratkami”, a właściwie za płotem, gdzie pozostał jeszcze po wycince topoli wysoki pniak, a także okorowany fragment pnia:

dscf3291

Zawitałam w tamto miejsce rok temu jadąc 1 listopada na cmentarz mieszczący się w pobliżu … za pierwszym razem nie miałam aparatu fotograficznego, ale gdy drugi raz się tam wybrałam, to już oczywiście aparat wzięłam z sobą, by wdzięczne te obiekty przez oczka siatki na karcie aparatu utrwalić 🙂

dscf3275

dscf3280

Na fotografii powyżej i poniżej jest ta sama para łuskwiaków, ale nie umiałam sobie odmówić obfotografowania ich w różnych ujęciach, troszkę z prawa, a potem troszkę z lewa 😉

dscf3284

Stanowisko to najpewniej już nie istnieje, drewno prawdopodobnie spłonęło wraz z grzybnią łuskwiaka w czyimś kominku, a i pniak najpewniej też już usunięty (sprawdzić by można przy okazji …). Ale łuskwiak topolowy poradzi sobie raczej, skoro potrafi i takie trwalsze, jak poniżej, nie narażone na spalenie w kominku „siedliska” zasiedlać 🙂 Bo któżby usuwał i rąbał na drwa i szczapy takie oto dzieła rąk ludzkich …..

Wielu grzybofilom znany jest taki obrazek: owocniki łuskwiaka topolowego na rzeźbach z drewna topolowego …. i mnie się to przytrafiło dwa lata temu:

dscf2562

dscf2565

Kończąc tę prezentację polecam życzliwej pamięci te trzy łuskwiaki, z których ostatni pospolitym, ale wdzięcznym (choć takim niszczącym) jest obiektem do oglądania i fotografowania, ale pierwsze dwa rzadsze są, a szczególnie środkowy uznany za wymierający i dodatkowo chroniony wart jest szczególnej uwagi. Szczególnej o tyle, by przynajmniej móc rozpoznawać go jako chronionego, a przy tym, znajdując jego owocniki, zapamiętywać te lokalizacje i zgłaszać je albo nawet samemu o nich pisać doniesienia do pism chętnych opublikować takie doniesienia 🙂 Wspomnę jeszcze tylko o konieczności upewnienia się u specjalistów, że na pewno mamy do czynienia z tymi gatunkami, co w moim przypadku, tych dwóch rzadszych gatunków poczynione było i za co podziękowania, rzecz oczywista, składam Oznaczającemu 🙂

Reklamy

Łuskwiaki dwa :-)

Rodzaj łuskwiak Pholiota sp. obfituje dość licznie w gatunki, Wojewoda w Krytycznej liście wielkoowocnikowych grzybów podstawkowych Polski podał liczbę dwudziestu sześciu, a jeszcze w innym źródle zerknę, to sprawdzę, jak obecnie ta liczba gatunków wygląda.

Dość skomplikowana jest sprawa z oznaczaniem gatunków, rzadko który z łuskwiaków można rozpoznać po cechach makro i żywicielu, na jakim wyrasta. Najbardziej miarodajne jest spojrzenie na nie z bardzo bliska, czyli zbadanie cech pod mikroskopem, a i to nie jest proste i wymaga specjalistycznego podejścia 🙂

Poniżej pokazuję przykłady dwóch łuskwiaków, które zostały oznaczone z użyciem mikroskopu – Oznaczającemu dziękuję bardzo serdecznie :-), a których niektóre cechy makro można prześledzić na zdjęciach tych czterech różnych kolekcji. Powinno to dać wyobrażenie o tym, że do łuskwiaków TRZEBA podchodzić z mikroskopem 🙂

Oto dwie różne kolekcje Pholiota limonella 🙂

dscf7453_2

dscf1517

A teraz dwie różne kolekcje Pholiota adiposa 🙂

dscf2976

dscf3619

Ot i wszystko, można próbować sobie rozpoznać gatunek łuskwiaka …., ale pewność i tak da dopiero mikroskop w pewnych rękach specjalisty 🙂

O tym, jak można szukać grzybów ….. na hubach

A tak, można szukać grzybów na hubach ….. szczególnie na takich, które zakończyły już swój żywot, a jakiś zbieg okoliczności sprawił, że znalazły się na ściółce leśnej i leżą sobie tak w przytulnym, a wszelkim grzybkom miłym, wilgotnym posłaniu …. 🙂

Przy okazji wspomnę, że „grzyby na grzybach” to całkiem spory i fascynujący rozdział Księgi Myko-świata , bo to i grzybowe pasożyty mogą na grzybni innych grzybów wyrastać, i grzybowe saprotrofy mogą inne obumałe grzyby „dojadać”……

Oglądając obumarłe owocniki grzybów można natknąć się na niezwykłe ciekawostki. O jednej takiej ciekawostce chcę właśnie teraz opowiedzieć 🙂

Pewnego październikowego dnia w pięknej buczynie stokowej na Pomorzu natrafiłam na leżący na ściółce owocnik hubiaka pospolitego. Z pewną ciekawością obróciłam go na drugą stronę, tę stykającą się ze ściółką z bukowych liści. Od razu rzuciły się w oczy, obecne na hymenoforze tego hubiaka, białe niteczki grzybni i jakieś misterne, o ciekawej fakturze, rozpostarte grzybowe twory. Udokumentowałam fotograficznie to znalezisko (choć przyznać muszę, że mogłam się bardziej przyłożyć do fotografowania 😦 ) i zebrałam okaz grzybka do zielnika z nadzieją na to, że znajdzie się ktoś chętny go rozpoznać. I tak się też stało, grzybek został przekazany do oznaczenia i po jakimś czasie dowiedziałam się od Oznaczającego, któremu raz jeszcze bardzo dziękuję za pochylenie się nad moim grzybkiem …, otóż dowiedziałam  się, cóż to za gatunek, który upodobał sobie hymenofor leżącego na ściółce hubiaka …. Grzybkiem tym okazała się być rzadko notowana w Polsce Trechispora nivea szorstkozarodniczka śnieżna!

Później miałam ogromną przyjemność napisać o tej ślicznej szorstkozarodniczce śnieżnej (bo czyż ona nie jest śliczna? 😉 Dla mnie JEST 🙂 )

/…/ Trechispora nivea (szorstkozarodniczka śnieżna) do niedawna znana była z bardzo nielicznych lokalizacji w Polsce. Stanowiska historyczne opublikowane z Warszawy to: Królikarnia (Chełchowski 1888) i Płudy (Błoński 1896), natomiast współczesne z Krakowa (Larsson 1995). W 2015 r. opublikowano nowe stanowiska tego gatunku znalezione w Kampinoskim Parku Narodowym, w kilku obszarach ochrony ścisłej (Karasiński i in. 2015). Stanowisko w Lasach Środkowopomorskich jest zatem kolejnym znanym współcześnie stanowiskiem w Polsce, a pierwszym na Pomorzu. /…/

Publikacje Chełchowskiego (1888), Błońskiego (1896) i Larssona (1995) wymienia profesor Wojewoda* w Krytycznej liście wielkoowocnikowych grzybów podstawkowych Polski, a publikacja Karasińskiego i innych Autorów ** jest w moim posiadaniu i wiele daje mi lektura tego opracowania, w którym badacze Kampinoskiego Parku Narodowego szczegółowo opisują swoje niezwykle ciekawe obserwacje dokonane w KPN.

* Wojewoda W. 2003. Checklist of Polish larger Basidiomycetes. In: Mirek Z. (Ed.) Biodiversity of Poland. Vol. 7. W. Szafer Institute of Botany, Polish Academy of Sciences. Kraków.

** Karasiński D., Kujawa A., Gierczyk B., Ślusarczyk T., Szczepkowski A. 2015. Grzyby wielkoowocnikowe Kampinoskiego Parku Narodowego (Macrofungi of the Kampinos National Park). Izabelin 2015.

A teraz mój grzybek, on sam i z całą fotograficznie ukazaną historią jego znalezienia i obserwacji 🙂 Oto szorstkozarodniczka śnieżna Trechispora nivea na hymenoforze hubiaka pospolitego 🙂

07_dscf2913

A oto sekwencja zdjęć ukazująca jej znalezienie i terenowe obserwacje 🙂

01-dsc_0249_2

02-dscf2909

03_dsc_0250

04_dsc_0253

06_dscf2910

Żagwie trzy :-)

I znów na zmianę z cyklem „O tym, jak …” tym razem mała wzmianka o trzech gatunkach z rodzaju żagiew Polyporus sp. Wzmianka głównie fotograficzna, jako, że oglądanie zdjęć w listopadowy wieczór, gdy ciemno i zimno za oknem, budzi tęsknotę za ruszeniem gdzieś w teren z aparatem fotograficznym (i statywem, dodam gwoli ścisłości ;-)) tudzież innymi akcesoriami po to, by szukać natchnienia do łapania w kadr różnych przejawów grzybowego życia …..

Oto foto-wspomnienie o grzybach napotkanych kiedyś w ciepłe dni wczesnego lata, gdy w pewien czerwcowy dzionek zawitałam do ulubionego lasu ….. gdy w pewien lipcowy poranek jechałam przez miasto do pracy …. a w czerwcowy dzień kolejnego roku odwiedziłam urokliwy zakątek w dolinie niewielkiej rzeczki …. Pierwszym razem napotkałam żagiew kasztanowatą Polyporus badius (jak sądzę), drugim młodziutką żagiew łuskowatą Polyporus squamosus, a trzecim razem żagiew orzęsioną Polyporus ciliatus ….

dsc_7250_4

dsc_0530

dsc_1635__2_-2

O tym, jak znalazłam grzybki …. na trzcinie

O grzybówce trzcinowej Mycena belliae pierwszy raz usłyszałam jakieś osiem lat temu …. Później przez długi czas żyłam w przekonaniu, że szukanie jej to dość ekstremalne zadanie, bowiem jak szukać grzybków, które wyrastają na łodygach trzcin rosnących w wodzie, na linii woda-powietrze? …. Zakładać wodery i brodzić przy nadjeziornych trzcinowiskach? Z łódki obserwować myko-życie szuwarów trzcinowych? Wodery można kupić, łódkę można wynająć, ale jednak mimo wszystko dość trudne to się wydawało, bo przy trzcinach bywa grząsko, a łódka może się nawet wywrócić, gdy się za bardzo z niej wychylać ….

W takim przeświadczeniu o trudnościach związanych z poszukiwaniem tego szalenie ciekawego gatunku pozostawałam przez kilka lat. Jesienią 2012 r. w pewien zimny listopadowy dzień zerknęłam nawet z daleka na trzciny nad odwiedzonym wówczas jeziorem, ale pomyślałam … brr, tak zimno, gdzie mi tam do wody wchodzić i marznąć szukając choćby najciekawszego grzybka 😉

dscf7439

Potem zaczęły się doniesienia na bio-forum, że ktoś z północnej Polski znalazł u siebie grzybówkę trzcinową. Wówczas znów wzrastała chęć poszukania jej u siebie, ale do samego szukania nie dochodziło, to i efektów żadnych być nie mogło. Rok temu ….. znów zaczęto donosić o znalezieniu nowych miejscówek grzybówki trzcinowej w północnej Polsce … To był już sygnał nie do zlekceważenia, w końcu trzeba było przystąpić do szukania. Poprosiłam jednego ze znajomych o opis siedliska, w którym znalazł swoje grzybki i pewnego dnia wyruszyłam w teren ….. Tego dnia nie przepuściłam żadnemu mijanemu trzcinowisku, co opłaciło się o tyle, że inne ciekawostki udało się poznajdować, zarówno w trzcinowiskach, jak i „pałkowiskach”, jeśli można tak żartobliwie określić szuwar pałki Typha sp. Jednak czas mijał i żadnego, choćby jednego malutkiego, owocniczka Mycena belliae nigdzie nie dostrzegłam. W końcu trafiłam na szuwar trzcinowy rosnący w podmokłym miejscu porośniętym także wierzbą krzaczastą i zaczęłam mu się przyglądać stąpając ostrożnie i wyczuwając twardszy grunt w tych podmokłościach ….. I wówczas wzrok mój padł na pierwszy mój własny wielkopolski owocniczek grzybówki trzcinowej! Yes. yes, yes! Jest grzybówka trzcinowa, jest Mycena belliae, jest moja pierwsza, śliczna grzybówka na trzcinie! To pierwsze znalezienie miało miejsce  rok temu , dokładnie 22 listopada, a później na przełomie listopada i grudnia jeszcze w kilku miejscach udało się wyszukać te grzybki. Każdemu znalezieniu towarzyszyła niezwykła radość połączona z poczuciem pewnej ulgi, że nie trzeba koniecznie w woderach do głębokiej wody wchodzić, ani łódką do trzcin dopływać, że można ją znaleźć brodząc w kaloszach w niezbyt głębokiej wodzie, albo nawet na gruncie dość wilgotnym, ale pozwalającym się utrzymać na jego powierzchni. Taka oto recepta na znalezienie tego grzybka okazała się być skuteczną i zaowocowała znalezieniem kilku pierwszych stanowisk Mycena belliae w Wielkopolsce. Koniecznie teraz muszę o tym napisać, nie tylko w moim grzybowisku, ale również do któregoś z pism przyrodniczych 🙂

Oto moja pierwsza, najpierwsza Mycena belliae 🙂 ta bynajmniej nie rosła na linii woda-powietrze, wyrastała z wnętrza trzcinowej łodygi 🙂

dsc_1011_2

Drugie z tego samego dnia rosły książkowo, jak należy, a wyglądało to tak:

dsc_1038_2

A następne tegoż samego dnia zastałam w sytuacji, gdy moczyły sobie nóżki w wodzie 😉

dsc_1081_2

A kilka dni później nadarzyła się sposobność, że mogłam sobie „poszaleć” fotograficznie z jedną taką natrzcinową ślicznotką 🙂

zima-dsc_1199_3

Tylko dwie ważne uwagi dla wszystkich chętnych pobuszować po trzcinowiskach za tą grzybówką i innymi grzybkami:

1. szuwary, w tym trzcinowe bywają schronieniem zwierząt, więc trzeba uważać, żeby jakiegoś zwierza nie spłoszyć, tym bardziej, że nie wiadomo, JAKI zwierz może się kryć w takim szuwarze, a że są schronieniem, to widać wyraźnie, gdy się wkracza w dany szuwar i widzi się wydeptane przez zwierzęta ścieżki

2. trzeba uważać na podmokłości, żeby były bezpieczne!!! żeby nie były grząskie i nie wciągnęły jak bagno ….

O wszystkim tym każdego chętnego szukać tej grzybówki ostrzegam, ostrożność zalecam i o rozwagę proszę 🙂

Uszaki bzowe …. czy mogą się podobać?

Na chwilkę odchodzę od cyklu „O tym, jak …..” dla pokazania pewnych uszaków, nad którymi spędziłam tyle czasu, że można się zastanowić, czy to jeszcze mykologia, a właściwie foto-mykologia, czy już laryngologia 😉

W niedzielę wybrałam się na foto-polowania grzybowe i jednym z tematów, któremu poświęciłam chwilę czasu były uszaki bzowe, rosnące odpowiednio dla siebie, na uschłym konarze czarnego bzu. Uszaki rosły dość wysoko, na tyle wysoko, że mimo maksymalnego wysunięcia nóg mojego statywu, nadal obiektyw aparatu musiałam kierować w górę. To dawałoby pewne możliwości „łapania blików”, ale w moim układzie oświetlenia i tła bliki zamieniały się w nieładne przepalenia 😦 Jednak zachęcono mnie do tego, aby spróbować przez kadrowanie pozbyć się tego, co nieładne, co też uczyniłam 🙂 Spróbowałam tym sposobem uwydatnić na wykadrowanych fotografiach to, co wydawało się warte pokazania 🙂 Czy się udało? Czy zwykłe, pospolite, prozaiczne uszaki bzowe mogą się podobać? 🙂

dsc_0313_2

dsc_0300-tototo

dsc_0313_3

dsc_0284_2

O tym, jak znalazłam podgrzybka tęgoskórowego

We wrześniu tego roku w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu odbywała się wystawa grzybów żywych. Wystawy te od kilku lat towarzyszą imprezie o nazwie „Urodziny Botanika”, Botanika, ponieważ takim sympatycznym skrótem określa się poznański Ogród Botaniczny 🙂 W tym roku z całą przyjemnością przyłączyłam się do przygotowań i pomagałam w prowadzeniu wystawy podczas dwóch dni jej trwania 🙂

W piątek przed wystawą pojechaliśmy zbierać okazy grzybów na wystawę. Zapewne wszyscy pamiętają, że wrzesień tego roku był bardzo suchym miesiącem i trzeba się było bardzo starać, aby znaleźć okazy na wystawę. Starania nasze przyniosły rezultaty i udało nam się wrócić z całkiem udaną kolekcją okazów. Okazy zostały przygotowane do wystawy, poukładane na stolikach wystawowych i tę część przygotowań mogliśmy zamknąć i pożegnać się do następnego dnia.

W piątek uzbieraliśmy różne okazy grzybów jadalnych, niejadalnych, trujących, mieliśmy „pary” gatunków podobnych do siebie, ale różniących się jadalnością, mieliśmy przykłady grzybów nadrzewnych, mieliśmy „jajo” sromotnika smrodliwego, które właściwie i ostrożnie traktowane przetrwało w postaci jaja do końca wystawy …. Nie mieliśmy jednak czubajki kani …. Nigdzie na nią natrafiliśmy, więc przyszło mi na myśl, żeby jadąc w sobotę na wystawę „zahaczyć” o miejsca (łąka i las), gdzie widywałam dorodne czubajki kanie … Miałam pewną, choć niewielką, nadzieję, że może wbrew ogólnej suszy wyrósł tam, specjalnie dla mnie, choć jeden owocnik ….. 😉

Z rana zjawiłam się w tym miejscu … obeszłam łąkę … obeszłam fragment lasu niedaleko tej łąki. Inne grzyby dopisywały, na skraju łąki pod rosnącymi tam topolami rósł mleczaj różowoblaszkowy Lactarius controversus, w lesie pod dębami żagwica listkowata Grifola frondosa, pod sosnami siedzunie sosnowe Sparassis crispa, prócz tego mnóstwo tęgoskórów cytrynowych ….. czubajki kani ani jednej 😦 Nie poddawałam się jednak, chodziłam, szukałam, aż w pewnym momencie zobaczyłam coś, czego jeszcze w naturze nie znalazłam sama ani razu! Otóż ujrzałam dwa tęgoskóry i wyrastające spod nich owocniki podgrzybków! Był to zatem ni mniej, ni więcej tylko podgrzybek tęgoskórowy, inaczej pasożytniczy! Chciało się zawołać „hurra, mam podgrzybka pasożytniczego”! 🙂 Jako gatunku chronionego zebrać go nie mogłam, ale mogłam zapamiętać jego lokalizację i przyjechać ponownie, żeby w spokoju porobić zdjęcia, tego dnia bowiem musiałam się już spieszyć na wystawę 🙂 Drogę do tęgoskórów z podgrzybkami starałam się zapamiętać, znaczyły ją różne punkty charakterystyczne, ambona myśliwska, jakieś śmieci, które ktoś nieopodal powyrzucał …. Dzięki tym znakom, z pewnym trudem, ale udało się dotrzeć ponownie do moich podgrzybków, wówczas powstały zdjęcia, także lokalizacyjne, także zapis koordynatów GPS, wszystko po to, aby tę miejscówkę móc monitorować w przyszłym roku i w kolejne lata 🙂 I tak szczęśliwy traf sprawił, że trafiłam wówczas właśnie do tego lasu, gdzie czekał na mnie podgrzybek tęgoskórowy …. 🙂 Gdyby nie potrzeba szukania czubajki kani na wystawę grzybów żywych ….. taki szczęśliwy traf 🙂

Z informacji wymienianych później z innymi „grzybolubami” wynikło, że ten rok sprzyjał podgrzybkowi tęgoskórowemu, fajnie, że i mnie udało się wykorzystać tę szansę znalezienia go, tym bardziej że był to mój pierwszy Xerocomus parasiticus 🙂

dsc_0051-1

dsc_0319-2

O tym, jak znalazłam grzybki … dzięki Grzybowo Naturowo

Grzybowo Naturowo to strona funkcjonująca w ramach programu edukacyjnego o grzybach finansowanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, a realizowany przez Białowieski Park Narodowy w latach 2014-2016.

W czerwcu Grzybowo Naturowo zachęciło do poszukiwań kruchaweczki Psathyrella typhae wyrastającej na obumarłych pędach roślin wodnych, przede wszystkim pałki Typha sp.

Po takiej zachęcie długo nie zwlekałam i jak tylko pojawiła się sposobność do wycieczki i pobuszowania w jakichś szuwarach, uczyniłam to 🙂 W szuwarze, co prawda nie pałkowym, tylko oczeretowym, porastającym brzeg  Warciska – starorzecza Warty, oczom moim ukazały się malutkie, a frapujące grzybki 🙂 Wciąż czekają na oznaczenie mikroskopowe dla potwierdzenia gatunku, jednak jeśli chodzi o rodzaj to sądzę, iż jest to właśnie kruchaweczka Psathyrella sp. Ciekawostką może być, iż miejsce znalezienia, czyli rzeczone Warcisko znajduje się bardzo niedaleko piaszczystej łachy z prezentowanym niedawno strzępiakiem Inocybe cf. impexa. Tak blisko siebie, tak skrajne siedliska, tam piach, tu przybrzeżny szuwar, tam grzybki napiaskowe, psammofilne, a tu grzybki, które upodobały sobie bliskość wody i obumarłe pędy roślin wodnych ….

A wracając do Grzybowo Naturowo … gdyby nie realizowany przez autorów tej strony program edukacyjny i zachęta do poszukiwań gatunku, kto wie, kiedy wybrałabym się po ten szuwarowy kruchaweczkowy drobiazg … A tak … jedna próba i trafienie w punkt 🙂

Miejsce akcji i grzybki poniżej 🙂 Fotografie grzybka trzeba będzie koniecznie kiedyś poprawić, na razie tylko taki dokument z akcji „kruchaweczka z szuwaru”.

Warcisko i szuwar oczeretowy, którego fragment został wycięty przez wędkarzy dla uzyskania dostępu do wody:

dsc_1815

Pierwszy zauważony grzybek:

dsc_1818-1

Siedlisko z grzybkami:

dsc_1839-1

Próby sportretowania grzybków …, to okazało się tego dnia zadaniem zbyt trudnym dla mnie 😦

dsc_1844-1

dsc_1848-1

W końcu i ja, i mój sprzęt musiały chwilkę odpocząć 😉 nad tymżeż Warciskiem 🙂

dsc_1868

A tu grzybki w rozmiarze rzeczywistym, w pudełku po zapałkach 🙂

dsc_1865-2

O tym, jak znalazłam grzyby ….. na piasku

Powie ktoś …. niemożliwe …. a jednak ….

Dla grzybów nie ma rzeczy niemożliwych 😉 co im tam piach, co im tam susza, im wystarczy nieco wilgoci kilka cm pod rozgrzaną powierzchnią piasku i już 🙂

A tak naprawdę, to nie za bardzo znam już odpowiedź na pytanie, jak one to robią, że nawet na piasku rosną, a przecież  znanych jest całkiem sporo takich napiaskowych gatunków …., dziś pokażę jeden z nich, taki, którego udało mi się w tym roku namierzyć, gdy pochylając się nad łachą piasku w szeroko pojętej dolinie Warty, oczekiwałam innego napiaskowego, a znalazłam tego – strzępiaka, być może strzępiaka wydmowego, a ponieważ na razie być może więc Inocybe cf. impexa. Moje „pochylanie” nad tą łachą miało miejsce w pierwszej dekadzie maja i było strzałem w dziesiątkę, jak chodzi o efekt tegoż pochylenia 🙂 W tym przypadku rzeczywistość wyprzedziła moje marzenia …. jeszcze nie zdążyłam zamarzyć o takim gatunku, a już go spotkałam, było to całkiem niespodziewane, ale jakże ekscytujące! 🙂

A otóż i on – grzybek napiaskowy – na fotografii, jednej z wielu, bo zawsze w takich okolicznościach, najpierw jest znalezienie, potem radość ze znalezienia, a potem dłuuuugie poszukiwanie jak najlepszego kadru 🙂

wiosna-dsc_1923

O tym, jak znalazłam rozetkę wierzbową …..

…. i dlaczego należy nie ustawać w szukaniu jej w całej PL 🙂

Tym razem posłużę się słowami, które już kiedyś o rozetce wierzbowej napisałam …..  a to z takiego powodu, że zaraz muszę zasiąść pilnie do pracy nad ….. grzybami (to dość oczywiste, ale dodaję, jakby się kto nie domyślił … 😉 ), a poza tym niedawno obiecałam o tym grzybku związanym ze szczeciniakiem tabaczkowym, inaczej żółtobrzegim napisać 🙂

/…/ Należąca do gromady grzybów workowych rozetka wierzbowa Hypocreopsis lichenoides jest szczególnie interesująca. Została znaleziona w 2002 r. na Pomorzu Zachodnim jako gatunek nowy dla Polski (Stasińska, 2004). Rozetka wierzbowa tworzy na pniach i gałęziach głównie wierzby bardzo charakterystyczne pomarańczowo-brązowe promienisto-palczaste podkładki, zawierające owocniki typu perytecjum. Obecność rozetki na gałązkach wierzby wiąże się z występowaniem na  nich szczeciniaka żółtobrzegiego Hymenochaete tabacina,  na którego grzybni rozetka pasożytuje. Znalezienie już w sierpniu charakterystycznych rozpostarto-odgiętych owocników Hymenochaete tabacina (ujętego na czerwonej liście z kategorią R – rzadki) zachęcało do październikowych poszukiwań rozetki, które zakończyły się znalezieniem jednej podkładki na uschłej cienkiej gałązce wierzby opanowanej przez szczeciniaka  żółtobrzegiego. /…/

Stasińska M. 2004. Hypocreopsis lichenoides (Fungi, Ascomycetes), new to Poland. Acta Soc. Bot. Pol. 73(2): 135-137 /…/

Powyższe pochodzi z opracowania z 2013 r., w którym zamieszczone zostały wstępne dane o grzybach wielkoowocnikowych Macromycetes pewnego pięknego uroczyska w Lasach Środkowopomorskich 🙂

Od czasu pierwszego znalezienia rozetki wierzbowej w Polsce w 2002 roku do czasu, gdy ja znalazłam swoją pierwszą (i zarazem na razie ostatnią), znanych było kilkanaście stanowisk tego gatunku w PL. Wszystkie polskie stanowiska rozetki wierzbowej znajdują się na Pomorzu. Dzięki pilnym poszukiwaczom rozetki na Pomorzu znanych i opublikowanych  jest obecnie około 20 jej stanowisk. Potem „długo długo nic” i kolejne stanowisko, o którym wiem od Znajomego, że znajduje się tuż poza granicami Polski u naszych południowych sąsiadów. To teraz zrozumiałym już jest, dlaczego warto podejmować próby znalezienia jej w całej PL, odwiedzając miejsca, gdzie jej żywiciel, szczeciniak żółtobrzegi (tabaczkowy), opanował uschłe gałęzie wierzb krzaczastych, prawda? Sama szukam, jak tylko czas na to znajduję, innych zachęcam do poszukiwań 🙂

hypocreopsis_lichenoides_dsc_5717

 

« Older entries